Airline Tycoon 2 recenzja

13 lat temu chodziłem jeszcze do podstawówki i „zagrywałem” się w grę Airline Tycoon. Tym bardziej sprawiło mi radość, że producent pracuje nad jej kontynuacją. Czekałem, czekałem i gra wylądowała na moim biurku. Budowanie imperium lotniczego czas zacząć!

 Tak więc, jak już się pewnie domyślacie, wcielamy się w jednego z właścicieli linii lotniczych. Jak przystało na szefa, to my kupujemy samoloty, zatrudniamy personel, wybieramy najlepsze trasy przelotowe, rozbudowujemy maszyny, dbamy o dobry wizerunek, podwyższamy lub obcinamy zarobki i wiele, wiele innych rzeczy, które w rzeczywistości są najczęściej wykonywane przez szereg osób. Tutaj my się tym zajmujemy, a działamy tylko i wyłącznie na lotnisku.

 Jednak, aby nie było tak łatwo, na lotnisku są jeszcze trzy konkurencyjne firmy świadczące usługi podobne do naszych. Miło, że w AT 2 pokuszono się o ich większe zróżnicowanie. Teraz każdy z konkurentów ma swoje motywacje do działania, a zarazem swój charakter. Dobrze wypada też pomysł z koneksjami poszczególnych postaci. Przykładowo, Igor Tuppolevsky to biznesmen z Rosji, który ma wielu przyjaciół, a to może mu zapewnić niższe oprocentowanie podczas brania kredytów. Natalie Childman, była modelka, ma koneksje wśród gwiazd, a to sprawia, że kampania reklamowa w jej wykonaniu jest tańsza. Mbangwe Mogambo, były wojak, ma zniżki wśród dostawców paliw, a Tina Cortez, kuchmistrzyni, może serwować najlepsze posiłki na pokładzie swoich samolotów. Dobrze, że pokuszono się o taką różnorodność, a to, w którą postać się wcielicie, zależy tylko od Was.

 Nim jednak sięgnięcie po ten tytuł, czytajcie dalej. W tytule w nasze ręce oddano tryb kampanii – samouczek + misje oraz tryb dowolny. W tym drugim mamy budżet, dostęp do wszystkich opcji i … sprytną głowę. To właśnie w tym trybie można rozwijać swoją linię tak długo, jak tylko chcemy – aż osiągniemy zadowalający nas poziom. Kampanię producent podzielił zaś na 6 misji. Mało! Taka jest prawda i widać, że Kalypso Media (producent) nie wziął nauczki z wydania gry Airline Tycoon i Airline Tycoon Evolution – a szkoda. Na minus też zaliczam to, że w dwie pierwsze misje są takie same jak w poprzedniczkach – przewieź określoną liczbę pasażerów, zarób konkretną  sumę.

 Dobra, ale to jestem jeszcze w stanie przełknąć, ale błędy logicznych i technicznych już nie. Niestety tego pierwszego, jak i drugiego, jest bardzo dużo. Przykładowo, w jednej z misji musimy dbać o wizerunek. My nie możemy korzystać z agencji reklamowej, a konkurencja tak. Czemu? Nie wiadomo. Nie rozumiem też niektórych tekstów dyrektora lotniska, który potrafi powiedzieć coś zupełnie niezwiązanego z tematem rozmowy. Takich błędów jest dużo, a najgorsze jest to, że dochodzą do nich uchybienia techniczne Gra potrafi się zaciąć albo czasami nie zaliczy  przetransportowanych pasażerów itp. Jednak najgorsze jest to, że tytuł ma obrzydliwie wysokie wymagania. Testowałem produkcję na czterech maszynach i tylko na procesorze z i3, 4 GB DDR3 gra zaczynała chodzić płynnie. W poprzednich systemach mogłem zapomnieć o komforcie grania, a nie uważam, aby procesor C2D 3,0 z 6 MB Cache, 4 GB RAM DDR2 i dyskiem SSD był mega wolnym urządzeniem, niepozwalającym na poprawne odpalenie gry, która nie powala graficznie, jak nowy Mass Effect 3 czy inny tytuł z najwyższej półki. Niestety, na wspomnianym komputerze postacie chodziły skokowo, a wczytywanie poszczególnych lokacji trwało około 10-15 sekund. Tutaj dochodzę do setna moich narzekań, a mianowicie tego, że wejście do każdej lokacji wiąże się z pojawieniem ekranu wczytywania. Co to ma być? To już w latach 90. nie było czegoś takiego. I jeszcze nie narzekałbym, gdyby nie trzeba było czekać, ale to po prostu trwa zbyt długo! Przez to ucieka cała frajda i przyjemność z obcowania z tytułem. Ta frajda, którą znalazłem w uproszczonym i bardziej ubogim pierwowzorze.

 Ba, aby jeszcze było gorzej, twórcy postanowili wyrzucić, ich zdaniem, niepotrzebne rozwiązania. Wyobrażacie sobie szefa lotniska bez laptopa? No, ale producent sobie to wyobraził i nie mamy przenośnego komputera, który był bardzo pomocny podczas organizowania lotów. Nie trzeba było się wtedy cofać do biura i układać grafik. W AT 2 zrezygnowano z tego udogodnienia – nie, nie tabletu też nie ma. Tak samo zabrakło telefonu komórkowego. Nie zadzwonimy więc do oddziałów w celu zobaczenia oferty połączeń.   Nie ma możliwości wykupienia konkurencji – jedyna metoda eliminacji, to doprowadzenie ich do bankructwa. Zrezygnowano z przewozów cargo, wywalono dwa biura podróży na rzecz jednego, usunięto warsztat samolotów, nie ma też Araba sprzedającego lewe paliwo i przede wszystkim brakuje humoru! Fani pewnie dobrze pamiętają, że w pierwowzorze można było dać butelkę Whisky pracownikowi, aby ten lepiej nas obsługiwał i wziąć od niego puszkę oleju. Stanik znaleziony u sprzedawcy nowych samolotów dawało się sprzedawczyni, a ta dawała podkowę i tak dalej, i tak dalej. Takie zbieractwo było ciekawe i można było je wykonywać w wolnej chwili. Tutaj niby jest, ale nie tak śmieszne, nie tak ciekawe. Dajemy czapkę pilota barmanowi, a ten odkrywa sekrety konkurencji. Zabawne? Raczej średnio.

 Brakuje też zabawnych wtrąceń, które w pierwowzorze do dnia dzisiejszego mnie rozśmieszają. Gdzie Pan Stańczyk? Ten stary tetryk rozwalał mnie swoim głosem! Nie ma, zabrakło. I niby dział kadr nadal składa się z dwóch wiekowych pracowników, to jednak nie są oni już tak śmieszni. Na plus mogę zaliczyć dyrektora lotnika, który fakt, czasami nie wie, co mówi, ale ubrany jest jak Ojciec Chrzestny i czasami walnie jakąś śmieszną gadkę. Komicznie też wypada Terminator w roli osoby sabotującej działania u konkurencji, czy też konstruktor samolotów nad wyraz podobny do Alberta Einsteina. To takie smaczki, ale jest ich zbyt mało, aby zniwelować cięcia i błędy.

 Airline Tycoon 2 wylał na mnie kubeł zimnej wody. Sprawił, że moje wspomnienia z dzieciństwa nie zostały zatarte, a wręcz przeciwnie, odżyły tak ostro, że postanowiłem odpalić pierwowzór. Dwójkę stawiam na półkę –  niech się kurzy. Słaba optymalizacja silnika, liczne cięcia i średniej jakości grafika sprawiły, że nie mam zamiaru się męczyć i grać w ten tytuł dłużej niż potrzeba. Jeśli więc jest to Wasze pierwsze spotkanie z serią, to omińcie je szerokim łukiem. Polecam Wam jednak Airline Tycoon, które jest o niebo lepsze. Jak zagracie, to zrozumiecie.

Ocena: 6,5

 Plusy:

+ Zróżnicowane postacie

+ Czasami humor

+ Pomysł

Minusy:

– Usunięcie wielu ciekawych rozwiązań

– Słaba optymizacja kodu

– Ciągłe wczytywanie się lokacji

– Średnia grafika

Materiał pochodzi z portalu StacjaKultura.pl i jest jego własnością. Blog powstał na pamiątkę tego portalu dzięki firmie AMSO Komputery poleasingowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *