Lollipop Chainsaw recenzja gry

Tak w sumie można reklamować nową produkcję studia Grasshopper Manufacture i awangardowego, japońskiego twórcy Goichi Suda, znanego też jako Suda51. Jednak hasło to nie odda nawet częściowo wyjątkowego charakteru tej gry. Główną bohaterką jest Juliet Starling, typowa osiemnastoletnia cheerleaderka amerykańskiego liceum, której cechy charakterystyczne to spięte w dwa kucyki blond włosy, umiłowanie dla różu, lizaków i pluszowych maskotek oraz naiwność połączona z niewinnością. Jednak Juliet ma pewien sekret związany z „biznesem rodzinnym” – nasza bohaterka jest łowczynią zombie.

Cała wesoła rodzinka Starling trudni się tępieniem żywych trupów, bezproblemowo łącząc specyficzny fach z codziennymi zajęciami jak praca, nauka czy obowiązki towarzyskie. Gideon Starling to stereotypowy do bólu ojciec rodziny z zacięciem militarystycznym, o wyglądzie Elvisa napakowanego sterydami, a jego oczkiem w głowie są żona i trzy córki. Najstarsza z pociech – Cordelia to niezależna dziewczyna wyspecjalizowana w użyciu wszelkiego rodzaju broni palnych, w szczególności potężnych karabinów snajperskich. Średnia to właśnie Juliet, która typowo nastoletnie pasje łączy z perfekcyjną obsługą piły łańcuchowej, a układy taneczne z pomponami skutecznie uczyniła nową sztuką walki. Najmłodsza siostra to Rosalinda zdradzająca problemy emocjonalne wykraczające poza objawy typowe dla okresu dojrzewania. Rosalinda ostatnio otrzymała prawo jazdy i teraz rozbija się wszędzie swoim własnym szkolnym autobusem, chociaż patrząc na jej technikę jazdy można śmiało stwierdzić, że amerykańskie egzaminy są dużo mniej restrykcyjne niż nasze. Do tej ciekawej galerii postaci dołączają jeszcze sensei Morikawa i Nick. Ten pierwszy to starszawy Japończyk, odpowiedzialny za szkolenie Juliet w zakresie eksterminacji zombie, a przy okazji zdradzający dość niezdrowe, acz nieszkodliwe zainteresowanie bohaterką. Natomiast Nick to chłopak i miłość życia naszej bohaterki. Niestety w wyniku ataku nieumarłych z Nicka została sama głowa, którą Juliet za pomocą magii utrzymuje przy życiu. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, więc od teraz nasza cheerleaderka będzie mieć faceta zawsze przy sobie, przyczepionego do paska za pomocą karabińczyka.

Fabuła gry czerpie pełnymi garściami z kultury zombie oraz popkultury i nawet nie próbuje udawać, że wszystko ma jakikolwiek głębszy sens. Oto zły emo-goth, pogardzany i wyszydzany przez rówieśników otwiera wrota do Zgniłego Świata, zamieniając większość populacji miasta San Romero w żywe trupy. Nieliczne służby porządkowe zostają szybko pokonane i to na barkach rodziny Starling, a w większości młodej Juliet, będzie spoczywał obowiązek wypędzenia zła i uratowania ludzkości. Jednak zanim osiągniemy ostateczny cel, przyjdzie nam odwiedzić liceum San Romero High School z przyległym boiskiem baseballowym i basenem, wysypisko śmieci, farmę czy olbrzymi, kilkupiętrowy salon gier komputerowych. Wszystko to co może się kojarzyć z typowym amerykańskim miastem, jednak podane w tak przerysowanej formie, że brak oryginalności tych lokacji zamiast smucić, cieszy. Jedynym mankamentem lokacji w grze są pustki. Korytarze szkoły są zapełnione szafkami i koszami na śmieci, na farmie znajdziemy zabudowania gospodarcze i nieumarły inwentarz, jednak wszystko to sprawia tylko niezłe pozory – już na drugi rzut oka widać, że teren zabawy jest bardzo pusty i sztucznie ograniczony.

Model walki w Lollipop Chainsaw jest piękny w swojej prostocie. Za pomocą piły mechanicznej możemy dokonywać ataków z dołu lub z góry, oszałamiamy i odpychamy zombie układami akrobatycznymi, a w przypadku większych grup przeciwników bardzo dużo skaczemy, żeby uniknąć obrażeń. Te podstawowe ruchy możemy łączyć w różnorodne, niszczycielskie komba, które kupujemy w rozłożonych w każdej lokacji sklepach. Tam też zaopatrujemy się w odnawiające zdrowie lizaki, zwiększyć maksymalny poziom życia, siły lub zręczności Juliet czy kupić nowe stroje dla naszej bohaterki. Walutą w grze są złote i platynowe medale. Te pierwsze zyskujemy pokonując zombie i niszcząc niektóre sprzęty napotkane po drodze, natomiast na platynę musimy zapracować wykonując najbardziej efektowne ataki, np. dekapitując naraz co najmniej trzech nieumarłych. Z czasem piła mechaniczna Juliet zostanie rozszerzona o blaster czy formę jednokołowego motocykla. Te ulepszenia pojawiające się jako prezenty urodzinowe dla bohaterki pozwalają dodatkowo urozmaicić walkę, co przydaje się w starciach z różnorodnymi przeciwnikami, którzy staną nam na drodze. A trzeba przyznać, że napotykane zombie będą się charakteryzowały innymi stylami walki: zawodnicy futballowi będą szarżować na nas z daleka, policjanci będą do nas strzelać z broni służbowej, a służby chemiczne postarają się wykończyć nas za pomocą butli z trującym gazem. W gruncie rzeczy walka opiera się jednak na tym samym schemacie – wejdź do lokacji, zlikwiduj kilkoro przeciwników i ew. uratuj bezbronnych cywilów.

Na szczęście pod koniec każdego z sześciu etapów czeka nas walka z bossami. Tutaj kolejny raz ujawnia się twórczy charakter Sudy51, ponieważ ci zostali zaprojektowani po mistrzowsku. Przyjdzie nam walczyć z punkrockowym muzykiem atakującym nas przy pomocy przekleństw pojawiających się w formie fizycznych liter lecących w naszą stronę. Stoczymy walkę z heavymetalowym wikingiem na pokładzie jego latającej łajby. Będziemy musieli pokonać osiem inkarnacji hippisowskiej zombie rzucającej na nas zabójcze motyle, bąbelki i kombajny zbożowe. To dla tych walk naprawdę warto przejść tę grę, ponieważ każda z nich jest inna, a towarzysząca im estetyka po prostu zachwyca.

Gdyby jednak tego nadal było mało, to Lollipop Chainsaw przeplata standardową rozgrywkę bardzo dużą liczbą minigier. Doświadczymy tu meczów koszykówki, w którym jako piłek używamy głów zombie, turniejów baseballowych w których Nick będzie musiał zaliczyć trzy pełne okrążenia boiska przy ciągłym ataku żywych trupów z przeciwnej drużyny, zbierania zombie-plonów przy pomocy kombajnu w rytm „You Spin Me Round (Like a Record)” zespołu Dead or Alive. W salonie gier komputerowych przyjdzie nam powrócić do czasów 8-biotwych i klasycznych gier platformowych, czy specyficznych odmian Pac-Mana i Ponga. Nie zabraknie też gier rytmicznych, w których poskaczemy po głowach zombie lub będziemy wykonywać układy atletyczne na batucie. Od czasu do czasu przyjdzie nam też popędzić w małym rajdzie po medale dzięki „motocyklowej modyfikacji” piły łańcuchowej. Przy tej grze naprawdę ciężko się znudzić.

Na wyjątkowy, dziwny klimat tej produkcji składa się też oprawa audio-wizualna. Stylizowana na amerykańskie komiksy grafika z lekkim dodatkiem mangi zapewnia, że pomimo jedynie dobrej jakości tekstur gra nie kłuje nas po oczach kiepskiej jakości lokacjami czy animacjami. Na uznanie zasługuje oprawa muzyczna Lollipop Chainsaw. Przeważają tu utwory rockowe i punk rockowe tak nieodmiennie kojarzące się z wszystkim filmami o amerykańskich licealistach. Tutaj poza budowaniem klimatu znacząco dynamizuje całą rozgrywkę i  karze graczowi pograć „jeszcze chwilę”. Nie można też nie wspomnieć o towarzyszącym głównemu menu hicie „Cherry Bomb” żeńskiego zespołu rockowego The Runaways, który mógłby być hymnem Juliet Starling. Specyficzny humor jest nieodłącznym elementem wszystkich produkcji Suda51, więc i tutaj nie mogło go zabraknąć. Szkoda tylko, że w porównaniu z tym znanym z obu No More Heroes wyraźnie obniżył on loty. Tu i tam aż roi się od dowcipów o podtekście seksualnym, ale nie można się oprzeć wrażeniu, że tutaj są one już mniej śmieszne. Niemniej jednak grając w Lollipop Chainsaw i tak będziecie się śmiać dużo częściej niż przy innych, nie tak awangardowych tytułach.

Jest to gra bardzo dziwna i nietypowa, więc jeśli nie interesują was takie produkcje, to darujcie ją sobie. Szczególnie, że niewybredne żarty i rozszarpywane w fontannach krwi zombie, chociaż są tu tak przerysowane, że aż wspaniałe, to jednak nie wszystkim mogą przypaść do gustu. Niektórych mogą też odrzucić pewne spadki w dynamizmie rozgrywki czy brak możliwości zapisania gry w dowolnym momencie. Jednak naprawdę warto przetestować Lollipop Chainsaw, bo mało jest na rynku gier tak ciekawych i pozytywnie pokręconych, w dodatku podsypanych bardzo różnorodną formą.

Robert Smolka

Ocena: 8/10

Plusy:
+ wyjątkowy pomysł
+ niepowtarzalny styl i klimat
+ różnorodna rozgrywka
+ bardzo dobra oprawa audio-wizualna

Minusy:
– nie zawsze najlepszy humor
–  zapisy tylko w wyznaczonych miejscach

laptopy poelasingowe Kraków jesteśmy częścią StacjaKultura.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *