Trapped Dead recenzja gry

Sięgając po tytuł Trapped Dead miałem wielkie nadzieje. Czytając różnorakie zapowiedzi wyobrażałem sobie chyba to co i większość moich kolegów po fachu – rozgrywkę ala Commandos w klimacie Dead Rising. Wyobraźcie sobie taktyczną grę akcji, w której tylko Wy i garstka specjalistów przetrwaliście inwazję zombie, a teraz musicie z nimi walczyć na różne sposoby – otwarcie, bawiąc się w podchody, uciekać czy ukrywać się. Wyobraźcie sobie grę, w której mamy w pełni interaktywne środowisko, a każda nasza postać jest dobra w czym innym, może pełnić inną rolę i tylko połączenie ich umiejętności gwarantuje im przeżycie. Wyobraziliście sobie już taką grę?….Już?….To dobrze. Jakakolwiek więc byłaby to gra na pewno nie nazywa się Trapped Dead!

Grę stworzyła firma HEADUP. Oczywiście wiem, iż jest to produkcja niszowa – (duh!) napisy końcowe trwają około 20 sekund. Lubię wspierać początkujących twórców, uważam, że każdemu należy dać dobry start. Niestety, ten tytuł moim zdaniem poniósł totalną klęskę i trudno będzie go wybronić argumentami o niedoświadczeniu developerów. Tym gorzej, że temat, który poruszają to nie jest nic skomplikowanego ani wymagającego. Zombie to, jakby tutaj rzec, podstawa. Spaprać grę o żywych trupach to jak zepsuć łyżkę.

Zacznę może od wyjaśnienia na czym dokładnie polega ta gra. Przede wszystkim Trapped Dead jest grą, w której możemy kontrolować max. do czterech postaci. Kamera daje nam obraz wertykalny, ale możemy zrobić zbliżenie na akcję dzięki kółku myszy. Generalnie każda rozgrywka polega na dotarciu wszystkimi postaciami do wskazanego celu unicestwiając lub omijając napotkane po drodze żywe trupy. Możemy decydować o kolejności wykonywania poszczególnych misji. To dosłownie wszystko co można powiedzieć o gameplayu, niczego więcej nie znajdziecie w tej grze.


Mój przyjaciel mawia, że gdy coś się ocenia, powinno się zacząć od zalet. W tym wypadku może być to niełatwe zadanie, ale spróbujmy. Wspominałem już o postaciach. Te akurat wyjątkowo wydają mi się ciekawie wykreowane, zarówno pod względem designu, pomysłu jak i osobowości. Mamy tłustego i trochę tchórzliwego szeryfa Starego Johna, którego broń od dawna nie widziała chyba akcji, jest również mocno świrnięty weteran wojny wietnamskiej Bo, jest Prof. Harper – egocentryczny lekarz poruszający się o wózku. Łącznie w grze pojawia się sześciu bohaterów. W sumie najdziwniejszy wydaje mi się główny protagonista, Mike Reed. Zgodnie z fabułą jest porządnym kolesiem i studentem, ale wygląda bardziej na obdartusa, który po nocach włóczy się po ulicy tłukąc w automaty z colą, żeby sprawdzić czy nie wypadną mu jakieś drobne na piwo (jak na studenta też wyśmienicie strzela z broni palnej). Widocznie pozory mylą. Bynajmniej, postacie są interesujące, lecz szkoda, iż za tą ciekawą osobowością nie poszły jakieś praktyczne, unikatowe zdolności. Ok, ok niby są, ale na prawie niezauważalnym poziomie.

Ciepłe słowa usłyszy ode mnie także główny grafik gry. Grafika to najprawdopodobniej najmocniejsza strona gry. Jest ona przyjemna dla oka, wypolerowana a zarazem troszkę mroczna jak przystało na grę o tej tematyce. Wydaje mi się, że grafika jest nawet za dobra jak na ten gatunek gry. Nie chcę żeby brzmiało to jak coś złego, ale w tego typu produkcjach mało kto zwraca uwagę na szatę graficzną. Tym bardziej cieszy, że ta została tak dopracowana. To samo można powiedzieć o designie leveli. Poziomy są zaprojektowane bardzo ładnie, przepełnione bogactwem szczegółów i kolorów. Niektóre bardziej niż inne, ale trudno się tu dziwić bo co nadzwyczajnego można zobaczyć na dworcu towarowym? Przynajmniej jest realistyczność lokacji. Z przykrością jednak stwierdzić muszę, że praca tych osób poszła na marne. Bo cóż z tego, że ktoś pięknie zaprojektował planszę, jeśli ja po prostu nie mam ochoty po niej chodzić?

I w ten sposób dochodzimy do momentu, w którym mogę te (dosyć enigmatyczne do tej pory) niezadowolenie wyjaśnić. Jest to bowiem koniec zalet Trapped Dead i przyszła pora rozwinąć wszystkie mankamenty tego tytułu. Może w pierwszej kolejności zajmę się kontynuacją myśli z poprzedniego akapitu, dlatego, że jest to zarazem największa wada gry. Dlaczego mimo tego, że poziomy zaprojektowano solidnie nie ma za bardzo ochoty po nich wędrować? Ponieważ gra jest po prostu nudna. Z początku, gdy przechodziłem trzy pierwsze levele Trapped Dead gotów byłem nawet stwierdzić, że jest w tym tytule jakaś grywalność, że zabijanie trupów wciąga. Oj jakże się pomyliłem – stało się to już ewidentnie jasne gdy przez kolejne poziomy tylko powtarzałem utarty, wyuczony schemat tłuczenia nieumarłych. Jak już mówiłem rozgrywka polega na zabijaniu zombie i przedzieraniu się bohaterami do wyznaczonego na planszy celu. Problem w tym, że ten scenariusz ciągnie się przez wszystkie poziomy. Pomimo że zombiaków mamy kilka typów (szybsze, silniejsze, wytrzymalsze) wcale nie urozmaica to rozgrywki. Przeciwnie – gameplay jest nudny, schematyczny i monotonny. Pozytywnym akcentem jest możliwość krwawienia po otrzymaniu ciosu, co wabi wszystkie zombi z okolicy, ale to trochę mało żeby grę chwalić za nowatorskość. Może gdyby system rozgrywki nie był tak powtarzalny, również na inne elementy można by spojrzeć przychylniejszym okiem.

To nie koniec jednak problemów z systemem gry. Trapped Dead cierpi na przypadłość „złego zaprojektowania” (a przynajmniej jej gameplay). Już pomijając to, że rozgrywka jest nudna jest też czasami nielogiczna. Gra nie posiada funkcji swobodnego zapisywania – sama saveuje nam się po dotarciu do punktu kontrolnego, przeważnie studzienki kanalizacyjnej. O ile idea „chowania” się w rynsztoku ma nawet sens, to oddalenie od siebie poszczególnych ścieków jest nie przemyślane. Jest taki poziom wypełniony zombie po brzegi, a aby dotrzeć do punktu zapisu musimy przemierzyć mapę wzdłuż i wszerz, z kolei na tym samym levelu następny punkt kontrolny znajduje się po drugiej stronie prawie pustego magazynu. No i gdzie w tym logika? Dodatkowo sporadycznie, ale jednak, zdarzają się błędy. Myślałem, że wybuchnę gdy przeszedłem pół mapy zabijając prawie wszystkie zombie na swojej drodze a tuż przed punktem kontrolnym otrzymałem crash do pulpitu.

Tak, gra ma swoje bugi. Najdziwniejszy z jakim się spotkałem to ten, w którym zombie zada cios jakiejś mojej postaci, a obrażenia otrzyma biedny Mike′y, stojący 10 metrów dalej. To się nazywa łączyć z kimś w cierpieniu! Nie wiem czy sterowanie i dźwięk to również błędy, ale chyba tak, bo w przeciwnym razie musiałbym to nazwać „ignoranckim niedopatrzeniem”. Sterowanie jest toporne. Da się przyzwyczaić, lecz kamera porusza się za wolno i nie pomaga nawet zwiększenie czułości myszki. Dźwięk to jednak prawdziwa tragedia. Ja np. w ogóle nie mam dźwięków wybuchów. Granaty czy beczki z benzyną wybuchają tak żeby nikogo nie zbudzić. Skoro już jestem przy dźwięku dorzucę dwa zdania o muzyce. Klimatyczna jest, ale podobnie jak i gameplay koszmarnie nużąca. Brzmi jakby ktoś nagrał minutę utworu i odtwarzał ją w kółko.

AI zarówno protagonistów jak i truposzy nie budzi zachwytu. Zombie jak zombie, wiadomo – głuptaski. Ale jeśli porządny nieumarły czymś się kieruje w swoim „nieżyciu” to uczuciem głodu. Jednak wykołować zombiaki jest niezwykłe łatwo. Prostym systemem na mniejsze grupy zombie jest postawić z przodu jakiegoś bohatera np. z siekierą, a drugą postać wysłać by zwabiła przeciwników. Potem wystarczy już spokojnie, bez biegania (zombie są przeważnie nadgniłe i powolne) wycofywać się tą postacią. Zombie jest tak napalony na „wabiącego”, że nie zauważy, iż mija obok faceta z siekierą. Nawet nie zmieni celu na ten najbliższy, który ma w zasięgu wzroku (może nie wygląda dość apetycznie?), tylko dawaj za tym, który ucieka. Z kolei gdy zombie minie postać z siekierą my wybieramy ją i walimy  zgniłkowi po plecach. Ot filozofia zabijania zombie. Jest to tak proste, że broń palna jest mi nawet niepotrzebna, zacząłem jej używać dopiero gdy mojemu strzelcowi już się kolejne znalezione naboje w kieszeniach nie mieściły. Ale bohaterowie też nie lepsi – bez naszej kontroli są bezbronni jak niemowlęta. Pomijam już, że nie reagują na to, że właśnie jakiś trup wgryzł im się w szyję (chyba za bardzo im to nie przeszkadza), ale nie potrafią nawet sensownie walczyć jeśli spuścimy ich na 3 sekundy z oczu. Jest taka opcja w Trapped Dead, że możemy wybrać postać i zaznaczyć, którą grupę trupów ma ona zaatakować. Gra powtarzała mi wielokrotnie „Zaznacz ich, odpręż się i delektuj rozwałką!”… taaa ale to moje postacie rozwałkowali. Facet z kijem baseballowym dał się prawie zeżreć, a koleś z pistoletem zużył 20 naboi na 3 zombie i jeszcze ich nie zabił.

Fabuły i klimatu nie mam siły się już za bardzo czepiać, ale też wymagają podrasowania. Chociaż pierwsze dwa poziomy mogły by być troszkę bardziej klimatyczne. Brakuje w tym jakiegokolwiek suspensu, jakiegokolwiek zaskoczenia. Łup, cup otwieramy pierwsze drzwi i od razu wiadomo, że stacja benzynowa, na której zatrzymał się Mike jest opanowana przez zombie. Fabuła jest jak na opowieść o zombie przeciętna – sztampowa, ale obleci. Bo oto jakaś laboratoryjna bakteria uległa mutacji z DNA kukurydzy i DNA zwierząt, tworząc „”wirus zombie””. Wirus ten rozpylił się nad miasteczkiem Hedge Hill i dalej rozprzestrzenił poprzez zarażoną ślinę. Akurat tak się składa, że na pobliskiej stacji benzynowej zatrzymał się Mike Reed, wraz z przyjacielem Geraldem, w celu zakupienia piwa… i bodajże benzyny. Tak zaczyna się nasza opowieść. Powiem tylko, iż jest to trochę zbyt błahe jak na mój gust, a korona by z głowy scenarzystce (tak, autorką była kobieta) nie spadła, gdyby dopracowała pewne jakże ważne szczegóły historii. Przynajmniej opowiadanie wydarzeń w formie komiksu jest ciekawą koncepcją. Dobrze również, że gra jest jedynie w polskiej wersji tekstowej, bo dorzucając do marnego scenariusza jakiegoś marnie dubbingującego aktorzynę to byłaby już marność nad marnościami…

Jesteśmy częścią StacjaKultura.pl i sponsoruje nas laptopy poleasingowe Kraków

Ahh tak, została jeszcze kwestia „interaktywnego” otoczenia. Cóż… naprawdę nie znoszę gdy producenci rzucają takimi słowami jak „klasyk”, „interaktywne” , „epickie” czy „kultowe” w formie sloganów reklamowych. Interaktywność środowiska sprowadza się do jednego lub dwóch przycisków na planszy, które pomagają nam wyeliminować z jakieś 5-10 zombie. Gdzieniegdzie są też wybuchowe beczki lub gaśnice, ale sporadycznie. Interaktywne środowisko? Powiedziałbym raczej, że bardzo statyczne.

Gra ma też tryb multiplayer, ale nie miałem ani ochoty, ani partnera żeby go wypróbować. To nic więcej jak takie samo męczące i powtarzalne tłuczenie zombie, z tą różnicą, iż w trybie kooperacji.

Jak przystało, na zakończenie recenzji staram się odnaleźć odpowiedź na pytanie: „komu by tę grę polecić?”.  I tutaj skrywa się największy dowcip, a zarazem tajemnica! Właśnie, dla kogo właściwie jest ta gra? Kto był docelowym odbiorcą gry w zamyśle projektantów? Szczerze mówiąc pierwszą grupą, która przyszła mi do głowy były młodsze dzieci. Ale nie polecę im tego, gdyż Trapped Dead ma w Polsce oraz na całym świecie nałożone PEGI 18, zatem osoby niepełnoletnie nie mogą i nie powinny w nią grać. W sumie nie wiem dlaczego. Elementów grozy ani widu, ani słychu. Zombie w ogóle nie przerażają, tym bardziej, że podziwia się je głównie z wertykalnej kamery (zresztą wystarczy spojrzeć na screeny). Seksu nie ma, narkotyków nie ma, przeklinania, hazardu, czy dyskryminacji też. Jest co prawda przemoc (no tak, „zabija” się zombie) i trochę krwi (która nie wygląda na tyle widowiskowo, zresztą znika po dwóch sekundach), ale tak właściwie równie dobrze można te trupy obejść lub przed nimi uciekać. Gra nawet nie promuje przemocy, gdyż za niszczenie przeciwników nie ma kompletnie żadnej nagrody, ani doświadczenia, ani ekwipunku, ani nikomu niepotrzebnych punktów, znanych z gier arcade – nic! Wiem tylko, że granica wiekowa +18 przybiła Trapped Dead gwóźdź do trumny. Tylko ktoś młodszy, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z grami mógłby godzinami zabawiać się w walkach z zombie. Każdy pełnoletni gracz, ma już troszkę wyższe wymagania, szczególnie starzy weterani gier cyfrowych i nie porwie ich prymitywny poziom rozgrywki Trapped Dead. Ewentualnie poleciłbym tę grę ludziom, którzy w te wakacje nie wyjeżdżają nigdzie, nudzą się lub całymi dniami harują i potrzebują się w domu trochę „odmóżdzyć”. W końcu jak się lepiej „”odmóżdzyć”” jak nie w towarzystwie zombie?

Jacek Molencki

Ocena:  3,5/10

Plusy:
+ Grafika
+ Projekty plansz
+ Ciekawi bohaterowie
+ Polska wersja – napisy
+ Narracja w formie komiksu
+ Wybór kolejności misji

Minusy:
– Dźwięk i Muzyka
– Klimat
– AI Postaci i wrogów
– Bugi
– Nieprzemyślany system gry (cele, nagradzanie, zapisywanie)
– Słabo urozmaicona rozgrywka
– „”Interaktywne”” środowisko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *