Batman: Arkham City wrażenia z gry

RockSteady szykuje się na ostrą batalię i ma zamiar pokazać światu, że druga część danej produkcji może być jeszcze lepsza od pierwowzoru. Cały czas w wywiadach podkreślają, że mają świadomość tego, że gracze oczekują po tym tytule bardzo dużo, a oni mają zamiar spełnić pokładane nadzieje. Czy się im uda? Dowiemy się w październiku, ale w osiągnięciu sukcesu ma dopomóc wiele rzeczy w tym postać Catwoman, którą poznałem dzięki próbce udostępnionej dziennikarzom.
Oczywiście spodziewałem się różnic pomiędzy Batmanem i Catwoman. W każdym filmie czy też grze postać „Kobiety Kot” była przedstawiana, jako sprytniejsza, szybsza względem Człowieka Nietoperza. Jednak mimo wszystko ma jej plusy przyćmiewają również minusy, a największym jest delikatność – kobieca. I tak naprawdę wszystkie te dobre i złe strony Catwoman zostały zaimplementowane w tej produkcji. Tak więc po chwilach z nią teraz Batman wydaje mi się, jakby był bardzo drętwym osobnikiem.

Pierwszym trybem, który otrzymałem do zapoznania się był ten, w którym musiałem skradać się i niczym Sam Fisher po cichu wyeliminowywać przeciwników. Catwoman potrafi chodzić po belkach na górze, kartonach i prawie wszystkim, co znajduje się w pobliżu, a na dodatek robi to z głową do dołu. Wygląda to naprawdę dobrze i ciekawie, a zarazem oddaje całą jej naturę, czego ostatnimi czasy nie mogły zrobić filmy. „Kotek” oczywiście może zeskoczyć z wysokości wprost na przeciwnika i tym samym go unieszkodliwić swoimi pazurkami lub kilkoma innymi ciosami znajdującymi się w jej bagażu… W tym trybie jednak dotkliwe odczuwa się to, że Catwoman jest delikatna. Jeśli strażnicy zostaną zaalarmowani to wystrzelą w jej stronę i wystarczy kilka takich kul, a nasza bohaterka zginie. Muszę jednak zauważyć, że przejście tego trybu było dla mnie ciężkie i dokonałem tego dopiero za 10 razem. Nie wiem, jak inni sobie z tym radzili, ale strasznie trudno ukończyć coś, gdzie wystarczy tylko lekki szmer, aby uzbrojeni po zęby strażnicy rzucili się na Ciebie.

Drugi tryb przypominał mi zabawę w hordzie, kiedy to przeważająca liczba wrogów atakuje mnie na planszy. Catwoman pokazał mi tutaj swoją zwinność i mnogość ciosów, które wyprowadzała takimi seriami, że nie jedne mistrz karate mógłby się od niej uczyć. W razie czego, jakby grupa oponentów otoczyła „Kocice” ta w każdej chwili może wyciągnąć swój charakterystyczny bicz. Ten potrafi zrobić spustoszenie wśród wrogów. Jednak tutaj też dała o sobie znać kruchość „Kobiety Kot”. Rzucane w nią przedmioty szybko sprawiły, że padła i musiałem zaczynać grę od nowa…

Graficznie tytuł prezentuje się wspaniale. Animacja ruchów Catwoman jest doskonała. Porusza się z gracją i powabem charakterystycznym dla kota. Nic więc dziwnego, że potrafi  oczarować batmana. Jej kostium jest obcisły i doskonale pasuje do jej sylwetki. Wydaję mi się, że gracze kochający się w pikselowych babkach będą mieli kolejną ukochaną do swojej kolekcji. Tekstury również są ostre i  co najważniejsze podczas tych licznych ataków i wyprowadzania wielu serii ciosów nie zauważyłem problemów z animacją.

To tyle na rozgrzewkę, gdyż w październiku dostanę już cały produkt. Trzeba przyznać, że na razie mogę zaryzykować stwierdzenie, że nadchodzi kolejny wspaniały tytuł z tej serii. Pokazały to powyższe tryby, a zapowiedzi, że powierzchni do eksplorowania będzie 20 razy więcej oraz informacje o postaciach, jak Robin, Pingwin i kilku innych napawają mnie optymizmem. Chyba nadchodzi najlepsza kontynuacja w historii gier wideo. 

Mateusz Gibała

Jesteśmy częścią StacjaKultura.pl, a sponsoruje nas laurem.pl laptopy poleasingowe Kraków

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *