Alan Wake American Nightmare recenzja gry

Alan Wake American Nightmare wyszedł tylko w wersji cyfrowej i po tym, co zobaczyłem, nie  dziwię się, że nie został wypuszczony w  pudełku. Nie ukrywam, że jestem ZAWIEDZIONY!

Ach, rzadko daję takie mocne wstępy starając się, aby jednak dostrzec pewne plusy danej produkcji, ale tym razem minusów jest na tyle sporo, że przysłoniły mi one zalety. W najnowszej części gry Alan Wake ponownie wcielamy się w rzeczonego autora horrorów.  Wydarzenia przenoszą nas dwa lata po akcji z pierwszej części do niewielkiej miejscowości w stanie Arizona. Tam protagonista odkrywa, że trafił do…serialu, którym zajmował się na początku swojej kariery – Night Springs. Jednak tym razem to on jest w środku wydarzeń i jego działania muszą powstrzymać siejące pustoszenie alter-ego Alana, a tym samym przetrwać w świecie ogarniętym przez mrok. Oczywiście dla tych, którzy znają pierwszą część ważne jest to, co działo się pomiędzy i w sumie odpowiedź na to pytanie znajdziemy w formie manuskryptów, które zostały rozsiane po kilku lokacjach, które przyjdzie nam odwiedzić. Jednak trzeba przyznać, że nie tego oczekiwałem. Jak mam ochotę na czytanie, to po prostu biorę książkę, bo przede wszystkim jest lepsza dla wzroku niż literki na monitorze. Po kilku minutach zaprzestałem czytania maszynopisów, gdyż nie miało to sensu. Nudne listy Alana wysławiające jego miłość do żony są trochę irytujące. Gdyby to wszystko było opowiedziane w formie filmów przerywnikowych, byłoby znacznie lepiej, a tak dostałem coś dziwnego niby grę, niby książkę, niby film – koszmar.

Dobra, ale nie załamałem rąk, pomyślałem: idę dalej, trzeba być twardym, nie miękkim. Przeszedłem całą kampanię w 4 godziny – wynik „rewelacyjny”. Podczas zabawy 10 razy ziewałem, gdyż 3 razy musiałem odwiedzać te same lokacje (czemu, tego nie zdradzę). Wspomnę jeszcze, że są ich trzy. Zapomnijcie więc o tak rozległych terenach jak w pierwowzorze, wybijcie sobie z głowy długie podróże po ciemnych zaułkach. Tutaj zabrakło tego, czym urzekał Alan Wake. Może za dużo oczekiwałem po nowej odsłonie, ale jak ktoś już zapowiada, że będzie to „kontynuacja” to niech chociaż trochę się wysili, a nie oddaje w moje ręce czegoś, co równie dobrze mogłoby być DLC.

Tak mili państwo, moim zdaniem Alan Wake Amercian Nightmare nie powinien być nawet nazywany kontynuacją. Bo jak tutaj nazwać coś, co tak naprawdę nic nie wnosi do gatunku? No tak, Alan dostał nowe bronie i atakują go inne poczwary (strażacy, pająki, osiłki z piłami i ptaki, które teraz przemieniają się w normalnie postaci). Szkoda tylko, że zabrakło tutaj nowych ruchów, typu przeskakiwanie prze barierki. Nasz protagonista nadal potrafi tylko skoczyć w górę, biec, przeładowywać broń i strzelać. Koniec! To już ja nie będąc „komandofoką” potrafię zaprzeć się i przeskoczyć przez barierkę, albo podnieść coś i rzucić w drugą osobę. Jak Alan chce, to ja go nauczę tych sztuczek.

Fakt czepiam się, ale naprawdę można było bardziej rozwinąć postać pisarza, a smutek na mej twarzy jest tym większy, że nawet graficznie tytuł nie wygląda oszałamiająco. Po pierwsze, zapomnijcie o tym, że rozwalicie samochód, projektor, telewizor i inne rzeczy za pomocą broni. Rzeczy są tutaj niezniszczalne – też chcę takie! Po drugie, wykonanie postaci pozostawia wiele do życzenia. Alan jeszcze jest wykonany poprawnie. Jego twarz cieszy bogactwem detalu, ale już osoby, które spotyka, często straszą kanciastością, a nawet pikselami. Na dokładkę dodam, że gra potrafi się mocno przyciąć, a krzaki oraz trawa czasami doczytują się przed nosem. Po trzecie, nie rozumiem, czemu w przerywnikach filmowych (niektórych) widzę aktorów. Dziwny zabieg, którego w grach bardzo nie lubię, tym bardziej, że wtedy to już naprawdę widać kontrast między rzeczywistością, a grafiką.

Szereg powyższych minusów stara się niwelować naprawdę udana ścieżka dźwiękowa – mocne rockowe brzmienie oraz to, że w nowym Alanku znacznie więcej się dzieje. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, aby przypadkiem ktoś nas nie trafił sierpem.

Co można robić po ukończeniu gry? Zagrać jeszcze raz? Dobra, nie będę okrutny, jest jeszcze tryb zabawy „arcade”,a w nim musimy przez 10 minut wytrzymać nacierających na nas przeciwników. Oczywiście, tutaj Alan ma do dyspozycji szereg broni, a za każde zwycięstwo przydzielane są punkty. Te zaś liczą się w rankingu światowym, a poza tym odblokowują kolejne plansze, na których możemy walczyć.

Alan Wake Amercian Nightmare to dzieło chyba innych ludzi i innego zespołu. Pierwsza odsłona była naprawdę udana i czerpała z wielu filmów grozy i gier, które na przestrzeni lat pojawiły się na rynku. W tamtym dziele widziałem pasję, widziałem moc, widziałem chęci stworzenia czegoś naprawdę dobrego, czegoś na poziomie. Tutaj tego nie otrzymałem. Oddano mi w dłonie strzelaninę, w której grozę budzą tylko marnie wykonane postacie. Oby kolejny Alan Wake był naprawdę godny uwagi i abym mógł wtedy napisać: tak to jest KONTYNUACJA!

Laurem.pl laptopy poleasingowe Kraków

Ocena: 5,8/10

 

Plusy:

+ Więcej akcji

+ Nowe bronie

+ Muzyka

 

Minusy:

Grafika

Fabuła

Długość zabawy

Brak świeżych pomysłów

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *