GTA Episodes From Liberty City recenzja gry

GTA Episodes From Liberty City to dwa oddzielne scenariusze, a zarazem dwie niezależne gry. Na wstępie mamy więc wybór, czy chcemy zagrać w The Lost and Damned , czy też The Ballad Of Gay Tony. W moim przypadku rozpocząłem zabawę z poszczególnymi epizodami w takiej samej kolejności, jak je wymieniłem powyżej.

W The Lost and Damned wcielamy się Johnny’ego, który objął szefostwo nad gangiem motocyklowym „Lost”,  po tym jak jego przywódca musiał iść na odwyk. Niestety, kuracja się kończy i Billy powraca, a wraz z nim  masa kłopotów, którymi obarczy naszego bohatera. Stary przywódca gangu chce bowiem zlikwidować inne grupy. Niestety, nie udaje mu się to i trafia do więzienia. Johnny, jak i kilka innych osób z gangu, ma dosyć starego przywódcy i dlatego trzeba będzie zadbać, aby Billy już nigdy nie wyszedł z pudła… laptopy poleasingowe Kraków
Epizod The Lost and Damned przenosi nas w świat widziany przez Johnny’ego. Niestety, nie jest on kolorowy, a wręcz przeciwnie,  bije od niego szarość i brzydota. Dlatego też barwy, w niektórych częściach gry są przygnębiające i zgniłe. Johnny również nie mieszka w apartamencie, tylko w klubie albo w opuszczonym domku, w którym okna zabite są deskami. Świat Johnny’ego jest więc zgniły i niezbyt przyjazny. Niemniej, pojawia się w nim przyjaźń do końca życia.

Bardzo dobrym pomysłem jest bowiem to, że wśród zdrajców, którzy pojawiają się w gangu Lost jest kilka osób wiernych naszemu protagoniście. Dzięki temu, w każdej chwili możemy do nich zadzwonić i wezwać ich, aby pomogli nam w opanowaniu lub wyeliminowaniu kogoś. Wspaniale prezentuje się horda monocyklów jadąca za Johnny’m na misje. Niestety, ma to też swoje minusy, gdyż podczas wykonywania zadania musimy uważać, aby żaden z naszych członków nie zginął. Odpowiednie statystyki pojawiające się na ekranie informują nas, jaki jest stan zdrowia kolegów. Jeśli, któryś z nich zginie, to niestety misję musimy wykonać od nowa.

Ciekawym pomysłem jest możliwość grania z niektórymi osobami w klubie w karty etc. Szkoda, że już z nimi nie można się napić czegoś mocniejszego, ale zostanie to zrekompensowane w drugiej historii…

W kwestii udźwiękowienia, to w naszych głośnikach będzie rozbrzmiewał rock. Wśród kawałków znalazły się utwory The Doors oraz piosenka Roda Stewarta, która zresztą usłyszymy na końcu.

Model jazdy na motocyklu został również poprawiony. W pierwowzorze łatwo było spaść z motoru. Tutaj jednak jest inaczej. Johnny to rasowy kierowca, dlatego mocno trzyma się swojej maszyny, a zarazem doskonale radzi sobie z zakrętami.

Niestety, ta część  gry posiada również swoje minusy. Pierwszym z nich jest czas zabawy, gdyż The Lost and Damned można przejść w 1 w jeden dzień z przerwami na kawę, spanie i jedzenie. Fakt, mamy jeszcze drugi epizod, ale, ale o nim potem… Drugim minusem są schematyczne misje. Niestety, nie ma tutaj takiego zróżnicowania, jak w pierwowzorze. Praktycznie zawsze musimy jechać z miejsca na miejsce, aby kogoś zamordować. Na dłuższą metę staje się to nudne. Zaś niektóre  bardziej dynamiczne misje, składają się z wystrzelania nieprzyzwoitej liczby kul w funkcjonariuszy, a dokładnie w ich samochody oraz helikoptery. Fakt, jest zabawnie, jest dużo fajerwerków, ale wydaje mi się, że jest tego za dużo. W GTA IV również dużo się strzelało, ale tutaj naboje wystrzeliwane są w nieprzyzwoitych ilościach. Tak, że przypomina to jakiś serial komediowy, w którym na koniec można podać liczbę kul, które wyleciały z naszej giwery.

 The Ballad Of Gay

To drugi scenariusz, który możemy poznać w grze. Wcielamy się w nim w Luisa Lopeza, który jest ochroniarzem oraz chłopcem na posyłki dla Tonego Princa. Wspomniany facet jest właścicielem dwóch nocnych klubów, do których oczywiście możemy wpadać, ale po kolei. W tej części gry będziemy musieli pomagać Princowi pozbyć się konkurencji oraz sprawić, by jego kluby były nadal najlepsze w mieście.

Luis Lopez to wylansowany koleś, ubierający się w najdroższe ciuchy, które można dostać w sklepach w Liberty City. Dobrze ubrany, ślicznie przystrzyżony, ma wyrzeźbione ciało,  posiada ładny, a zarazem zadbany apartament, za który płaci Princ, a wieczorami może chodzić do wspomnianych klubów. Tam zaś można się już naprawdę rozerwać. Podczas tańca możemy przykładowo wyrwać panienkę, z którą zabawimy się w toalecie. Jeśli jednak nas to nie pociąga, to mamy możliwość upicia się lub wzięcia udziału w zawodach, które polegają na wypiciu jak największej ilości szampana albo walce w klatce.

Warto również dodać, że różowy świat Luisa nie jest do końca taki piękny. Nasz protagonista musi bowiem sporo się namęczyć, aby nic nie zagrażało jego interesom. W tym celu wykonany szereg zróżnicowanych misji i tym razem nie są one schematyczne. Raz przyjdzie nam wydobyć zeznania od faceta za pomocą piłeczek golfowych, by zaraz potem wziąć udział w wyścigu motorówek. Czyli jest znacznie lepiej niż w The Lost and Damned.

Na uwagę zasługuje również system oceniania misji, którą firma zaimplementowała  po każdym wykonanym zadaniu. Statystyki ukazują procentowo, w jakim stopniu  uszkodziliśmy samochód, czy też celność naszych trafień. Zaliczenie misji na 100% jest ciężkie, ale wykonalne. Warto dodać, że po przejściu całego wątku fabularnego będzie można powrócić do zadań i zaliczyć je z lepszym wynikiem.

Niestety, tak jak w przypadku The Lost and Damned, tak i tutaj wątek fabularny starcza na niecały jeden dzień. Łącząc obydwa epizody uzyskujemy czas 14-15 godzin zabawy. Nie jest to dużo, gdyż GTA IV było znacznie dłuższe, ale nie zapominajmy o tym, że są jeszcze misje poboczne, których wykonanie również zajmie nam sporo czasu. Niestety, ogromowi pierwowzoru GTA Episodes From Liberty City nigdy nie dorówna.

Ogólnie:

Grafika w wersji na Xboxa 360 stanęła na tym samym poziomie, co w pierwowzorze i wygląda ona naprawdę dobrze. Niestety, smuci mnie fakt, że doczytuje się ona często pod nosem. Czasami mi się wydaje, że wygląda to gorzej niż w GTA IV. A jeśli nawet nie gorzej, to o ile w pierwowzorze można było to przeboleć, o tyle tutaj firma mogła się lepiej postarać i wyeliminować niektóre niedociągnięcia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w wersji na PC wspomniane elementy są poprawione i wyglądają niesamowicei. Dlatego ocenę końcową osoby grające na „blaszaku” mogą podciągnąć o pół wyżej.

Nie podoba mi się również powtarzająca animacja. Niektóre elementy będą cały czas powracać w grze. Przykładem może być helikopter, który przelatuje nad mostem. O każdej porze dnia i nocy zawsze będzie tak samo leciał. To trochę śmiesznie wygląda.

GTA Episodes From Liberty City to bardzo dobra gra, która umożliwia poznanie Liberty City z innej strony. Spodobać się w niej może również to, że wątki poszczególnych bohaterów przeplatają się ze sobą i dlatego zobaczymy między innymi Niko z GTA IV. Dlatego też warto na zakończenie dodać, że obydwie produkcje świetnie się uzupełniają. Niestety, GTA Episodes From Liberty City jest zbyt krótkie, a pierwszy wątek zbyt schematyczny, a problemy z grafiką nie zostały wyeliminowane. Przypominam jednak, że jeśli kupicie wersję na PC to śmiało możecie dołożyć pół oceny wyżej, gdyż zarówno GTA IV, jak i pierwsze zdjęcia z GTA Episodes From Liberty City w wersji komputerowej pokazują, że tytuł ten graficznie został podkręcony. Na temat wersji na PlayStation 3 na razie się nie wypowiadam. Być może producent ulepszy w niej silnik z GTA IV, jeśli nie to ocena będzie taka sama jak ta poniżej.

Ocena 8,5/10

Plusy:
+ The Ballad Of Gay Tony
+ ciekawe misje – The Ballad Of Gay Tony
+ ogrom
+ dobra fabuła

Minusy:
– grafika
– schematyczne misje – The Lost and Damned
– czas zabawy

Moje 3 grosze
To o czym zapomniał powiedzieć mój redakcyjny kolega a co jest moim zdaniem ważne to nowe możliwości, które zostały dodane w tych dwóch epizodach. Po pierwsze w GTA 4 EFLC pojawia się możliwość gry w golfa, karty oraz kilka innych aktywności. Dodatkowo radio zostało zaktualizowane o nowe utwory. Interfejs gry się zmienia zależnie od tego w który z epizodów gramy. Pojawiły się również nowe rodzaje broni. GTA 4 EFLC tak jak zwykłą czwórkę najlepiej zainstalować na dysku twardym konsoli wtedy wczytywanie znacznie się poprawia, choć i tak nie jest ono idealne – czasami w tunelach potrafi się doczytać kilkanaście metrów kwadratowych. Jeśli ukończyliście GTA 4 to zauważycie w tym tytule wiele nawiązań do poprzednika, które nie raz wywołają uśmiech na waszej twarzy.

autor: Dawid Szyszko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *