God of War III recenzja gry

Kiedy to jednak luzie poznali Kratosa – Spartiatę o poczuciu humoru dorównującemu nieboszczykom i siłę jego argumentów (a raczej argumenty siły), Dante stał się nagle w ich oczach nieopierzonym chłystkiem lepiącym babki w piaskownicy. Realia żywcem wyjęte z mitologii greckiej, ciekawa historia, charyzmatyczny bohater wykazujący się wręcz nieludzką brutalnością, wysokiej jakości oprawa graficzna, epickie walki toczone przy akompaniamencie równie epickiej muzyki – oto główne elementy, które zapewniły pierwszej części przygód Kratosa miejsce na Olimpie.

Sequel, który pojawił się w 2007 tj. u schyłku poprzedniej generacji konsol również zajął miejsce na tronie dorównując lub nawet przewyższając część pierwszą pod każdym względem. Gra prezentowała się tak obłędnie, że posiadacze PS2 zachodzili w głowę ile jest w stanie udźwignąć to czarne pudełeczko, a świeżo upieczeni nabywcy Xboxa360 dziwili się, że gra na konkurencyjną platformę z poprzedniej generacji wygląda ładniej niż ówczesne tytuły na ich „potwora”. laptopy poleasingowe Kraków

Truizmem byłoby zatem stwierdzenie, że God of War III nie mógł pod żadnym względem być gorszy od swoich wielkich poprzedników. Wszelkie poważniejsze niedociągnięcia spotkałyby się z niekończącymi się jękami zawodu fanów porównywalnymi z tymi jakie wydają z siebie umęczone dusze w Hadesie. Wbrew pozorom nie był to taki prosty cel do osiągnięcia. Po pierwsze, GoW III był pierwszą grą jaką studio Sony Computer Entertainment w Santa Monica ciosało na konsolę obecnej generacji, co wiązało się z nieustającym procesem uczenia się. Po drugie już na samym początku prac zwołano „zebranie niespodziankę”, na którym poinformowano zespół o odejściu osoby kierującej poprzednim projektem tj. Cory`ego Balrog`a. Po szoku jakiego doznała ekipa z Santa Monica ogłoszono nowego szefa projektu a został nim Stig Asmussen. Okazuje się zatem, że pracami nad każdą częścią trylogii o bogu wojny kierowała inna osoba (!): David Jaffe , Cory Balrog oraz wspomniany przed chwilą Stig Asmussen.

Przepraszam za to przydługie wprowadzenie drodzy Czytelnicy, ale zostało ono podyktowane chęcią przedstawienia Wam jak niezwykłym i monstrualnym zjawiskiem jest seria God of War (o ile już tego nie wiedzieliście). Pytaniem, które należy sobie w tym miejscu postawić brzmi: „Czy najnowsza odsłona przygód Kratosa godna jest zajęcia miejsca w boskim panteonie wśród swoich braci?” Jeżeli zerknęliście już na ocenę to wiecie, że odpowiedź może być tylko jedna…

God of War III zaczyna się dokładnie w momencie, w którym urywa się część druga. Pragnący zemsty na Zeusie Kratos wraz z tytanami wspina się na górę Olimp. Jako „komitet powitalny” wychodzą im naprzeciw pozostali przy życiu bogowie tj. Posejdon, Hades, Helios, Hermes i oczywiście sam bóg piorunów. Nieco wyświechtane już, ale wciąż aktualne stwierdzenie Alfreda Hitchcocka – „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.”, które równie trafnie można odnieść również do realiów gier wideo, krążyło po umysłach ludzi z Sony Santa Monica od samego początku serii. Po pierwszych trzydziestu minutach spędzonych nad GoW III ciężko nie odnieść wrażenia, że tak było i tym razem. Wspomniana powyżej wyprawa na Olimp bardzo szybko zamienia się poważną bitwę, w której Kratos wydaje się stanowić nic nie znaczący paproch. Mam tutaj na myśli dosłowne znaczenie tego słowa, gdyż arena, na której zaczynamy oficjalne szlachtowanie przeciwników jest… kawałkiem ciała wspinającego się tytana, a konkretnie Gaji – opiekunki ziemi. Część graczy z pewnością pamięta emocje jakie towarzyszyły im podczas potyczek z kolosami w Shadow of the Colossus, które często przypominały oddzielne lokacje i platformy, po których należało się wspinać. Wystarczającym niech będzie stwierdzenie, że w God of War III słowo „wielkość” nabiera zupełnie innego znaczenia. Grunt, na którym toczymy walki znajduje się w ciągłym ruchu, zmienia swoje nachylanie a czasami wręcz położenie. To co przed sekundą stanowiło dla nas podłoże nagle staje się ścianą lub wręcz sklepieniem. Gdy znajdzie się odrobina czasu na podziwianie krajobrazów, możemy rozpłynąć się nad atmosferą regularnej bitwy bogów z tytanami. Zapewniam jednak, że takich chwil na początku będzie bardzo niewiele a zadba o to… nie powiem kto. Nie chciałbym zdradzać zbyt wielu szczegółów odnośnie fabuły nowego GoW, co by nie narażać fanów na wystąpienie pierwszych objawów nerwicy, ale napomknę tylko ,że finał rzeczonej bitwy jest bardzo… krwawy i bynajmniej nie mam na myśli krwi Kratosa. Zapewniam, że będziecie kilkakrotnie rozpoczynali grę od nowa co by móc napawać się tymi pierwszymi kilkudziesięcioma minutami.

No dobrze, pierwsze emocje za nami, można złapać oddech i urządzić sobie króciutką wycieczkę krajoznawczą. Nie potrzeba dużo czasu by stwierdzić, że God of War III to najpiękniejsza gra na konsole obecnej generacji, a za barki może się z nią złapać jedynie Uncharted 2: Among Thieves. Bardzo często łapałem się na tym, że nie wiedziałem w którym momencie skończyła się scenka przerywnikowa, a w którym zaczęła się rozgrywka właściwa i nie ma w tym stwierdzeniu nawet grama przesady. Projektanci poziomów jak zwykle stanęli na wysokości zadania tworząc architektoniczne dzieła, które wydają się stanowić bardzo spójną całość, niczym jeden organizm. Wszystko to przedstawione jest za pomocą świetnie wyreżyserowanej kamery, co w gruncie rzeczy nie jest takim prostym zabiegiem. Od niej wszak w dużym stopniu zależy dynamika toczonych walk. Kamera bardzo dobrze przedstawia wszelkie „wykończenia” z udziałem Kratosa np. rozrywanie ciała nieszczęsnego żołnierzyka na pół, dekapitację meduzy lub proces wypruwania flaków centaurowi, nie mówiąc już o kluczowych walkach z większymi bossami oraz towarzyszących im Quick Time Events.

Wykonanie postaci przewijających się przez uniwersum GoWIII to również klasa S obecnej generacji. Za przykład niech posłuży Posejdon – bóg morza i koni, który w swojej niecielesnej formie stworzony jest z wody i kamiennej skorupy chroniącej centralną część korpusu. Nie jest to jednak tylko przeźroczysta powłoka o niebieskawym zabarwieniu, zniekształcająca wszystko co znajduje się za nią. Ta woda znajduje się w ciągłym ruchu – wylewa się, przelewa rozlewa gdy trafiona ostrzem Kratosa… Jakby to powiedział Heraklit z Efezu (grecki filozof znany co poniektórym z lekcji języka polskiego i nie tylko) „panta rhei kai ouden menei” – „wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu”. W każdej chwili możecie również przypatrzeć się sylwetce naszego Spartiaty. Widać na niej każdy mięsień, bliznę, zmarszczkę, wyraz wściekłego opętania na twarzy, gdy masakruje wrogów oraz plamy ich krwi na jego ciele, gdy już jest po wszystkim. Dodam tylko, że praca nad każdą postacią zajęła twórcom ok. 5-6 tygodni, podczas gdy w przypadku poprzednich części stworzenie jednego ludka trwało ok. tygodnia.

W otchłani rzeki Styks niech sczezną ci, którzy odważą się powiedzieć, że oprawa muzyczna serii God of War nie epatuje mocą, wzniosłością i epickim charakterem. Motywy z takich utworów jak „The Vengeful Spartan” czy „Zeus Wrath Devine” (GoW), które często przewijają się przez ścieżkę dźwiękową całej trylogii, na stałe wgryzają się w pamięć i za nic nie da się o nich zapomnieć. Soundtrack do God of War III nagrano w Skywalker Studio (Marin Country, CA) z udziałem San Francisco Symphony Orchestra pod batutą Tim`a Davies`a. O tym jak dużą rolę w God of War III odgrywa ścieżka dźwiękowa, niech świadczy fakt, że pracowało nad nią aż pięciu kompozytorów: Gerard Marino, Ron Fish, Jeff Rona, Mike Reagan oraz Cris Velasco. Ten pierwszy na pytanie dlaczego jest ich tak wielu odpowiedział żartobliwie – „Cóż…To jest pytanie do osoby, która robiła przesłuchanie. Jestem jednak pewien ,że każdy z nas miałby ochotę pozbyć się reszty i zająć się wszystkim sam.” Bardziej skłaniałbym się jednak za opcją, iż w zamyśle twórców wspomniana piątka kompozytorów stanowiła zgrany zespół. Każdy członek tegoż zespołu ma nieco inny styl ale efekt końcowy jest bardzo spójny tak, jakby nad wszystkim czuwał jeden geniusz. Próbki tego dzieła można posmakować już dzisiaj ponieważ Sony postanowiło udostępnić jeden utwór zatytułowany „Brothers of Blood” do ściągnięcia z Sieci całkowicie za darmo. Link do pobrania znajdziecie m.in. pod tym adresem.

Dopełnieniem tej muzycznej ekstazy niewątpliwie byłaby plejada profesjonalnych aktorów z najwyższej półki, która użyczyłaby głosów postaciom z gry. Tak, zgadliście. W tym aspekcie również GoW III to najwyższa światowa klasa. W rolę Kratosa ponownie wcielił się świetny (i z postury niepozorny) Terrence C. Carson a inne ważne dla fabuły postacie (których z wiadomych względów nie ujawnię) uświetniły takie nazwiska jak Rip Torn („Cross Creek”), Malcom McDowell („Clockwork Orange”) oraz Kevin Sorbo (w Polsce i na świecie znany najlepiej z serialu „Hercules: The Legendary Journeys”). Wartym odnotowania jest fakt, że postarano się o pełną polską lokalizację gry. Tym samym bohaterowie przemówili głosem takich gwiazd jak Bogusław Linda i Michał Żebrowski. Przyznać trzeba, iż GoWIII jest jednym w niewielu przykładów gier wydanych na konsole, w której polski dubbing stoi na dość wysokim poziomie. W jednym w wywiadów Linda powiedział, że w trakcie nagrań zażywał prochy na gardło ponieważ ciężko było odnaleźć odpowiednią barwę dla takiej postaci jak Kratos, która w oryginale jest bardzo niska. Nieco rozbawił mnie komentarz znanego aktora polskiej kinematografii jakoby trudność powyższa wynikała z faktu, iż głos Carsona w anglojęzycznej wersji był „modyfikowany elektronicznie” a przy polskiej lokalizacji starano się tego uniknąć. Tymczasem aktor podkładający głos pod Kratosa naprawdę ma taką barwę głosu co widać m.in. na filmikach odblokowanych po przejściu gry.

God of War III – co już zostało zaznaczone powyżej – jest produkcja nieprzyzwoicie krwawą. Tym samym nie trzeba chyba specjalnie uświadamiać, iż dzieci oraz osoby co bardziej wrażliwe powinny  trzymać się od niej z daleka. Kilka przykładowych akcji w wykonaniu Kratosa również zostało przedstawionych parę akapitów wyżej a chciałbym zaznaczyć, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Mamy urywanie głów, wyrywanie oczu, wkładanie kciuków w oczodoły po sam mózg i wiele innych rodzynków, które pokazują jak wielką wściekłością i rządzą zemsty pała bohater i każdy kto stanie mu na drodze zostanie zmieciony z powierzchni ziemi. Bardzo się cieszę z tego, iż ekipa z Sony Santa Monica nie hamowała się w realizowaniu swoich chorych pomysłów mimo, iż w czasach wysokiej jakości grafiki HD krew i przemoc zaczynają wyglądać coraz mniej umownie.

Czy gra ma jakieś słabe punkty? Szczerze powiedziawszy nie dopatrzyłem się takich, aczkolwiek czasami zdarzały się grze chrupnięcia podczas… przerywników filmowych. Dodatkowo przy przechodzeniu jej po raz kolejny ten błąd już nie występował. Mimo wszystko jakiś mały niesmak to wzbudziło (stąd minusik w ocenie). Dodatkowo część graczy narzekała na problemy z kontrolą postaci. U mnie szczęśliwie nic takiego nie miało miejsca ale tak czy inaczej Sony wypuściło niedawno patch, który ten defekt naprawił.

Podsumowując, God of War III jest grą dla osób, które szukają dorosłej, brutalnej, efektownej akcji, w której nie brakuje iście epickich pojedynków z przeciwnikami wszelkiej maści. Akcja wzbogacona jest o nie mniej ciekawe elementy przygodowe, zręcznościowe i zagadki. Wszystko to polane jest bardzo smacznym sosem ostro-słodko-kwaśnym o nazwie mitologia grecka oraz masakrującą oczy i uszy oprawą audio-wizualną. Przejście gry na poziomie „normal” zajmuje trochę ponad dziesięć godzin, zatem wynik jest całkiem przyzwoity. Ponadto po ukończeniu tytułu za pierwszym razem odblokowują się bonusy w postaci wyzwań, dodatkowych strojów oraz materiałów filmowych, których obejrzenie zabiera z naszego życia dodatkowe kilka godzin. Widać zatem, że twórcy upakowali na płycie Blu-Ray tyle ile się dało, a po wydaniu niecałych 200zł. uczucie, iż można było za tą kasę kupić sobie bilet np. na Sonisphere Festival i parę browców znika bez śladu. Kuszącym kąskiem jest God of War III: Ultimate Trilogy Edition, w skład którego wchodzą trzy części serii God of War (GoW Collection + GoW III), soundtrack z całej serii + EPka „Blood & Metal” (ostre metalowe walenie po garach), arty oraz vouchery na ściągnięcie różnych dodatków jak skórki do Kratosa, areny do wyzwań itp. Mniej kusząca jest już niestety cena oscylująca wokół pięciu stówek. Tak właśnie powinno się tworzyć i wydawać gry na konsole! Fanom God of War III nie trzeba polecać, a reszta posiadaczy PS3 już od dawna powinna stać w kolejce po ten tytuł. Ci natomiast co nie mają stacjonarki Sony już od dawna powinni stać w kolejce po PS3. Najnowsza gra o zemście Kratosa jest tego warta.

Plusy
+ ciekawa historia
+ charyzmatyczny bohater
+ doskonały voice-acting
+ porywająca muzyka
+ oprawa graficzna na najwyższym poziomie na dzień dzisiejszy
+ brutalność ukazana w bardzo dosłowny sposób
+ wspaniała animacja i design postaci
+ design lokacji
+ masa bonusów dostępnych po przejściu gry

Minusy
– jednorazowe chrupnięcia podczas kilku cut-scenes (błąd nie występuje za każdym razem)

Ocena: 9,9/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *