Aliens vs Predator zapowiedź gry

„Na podstawie gier powstają filmy, kasowe hity z wielkiego ekranu lądują w czytnikach napędów konsol i komputerów, a tysiące liter, które czytamy na kolejnych kartkach ktoś przeistacza w linijki kodu rozmaitych języków programowania.

Maszyna napędza się kolejnymi wydanymi pozycjami, wydawcy liczą zyski lub straty, odbiorcy przeżywają momenty zadowolenia albo rozczarowania. Życie – można by powiedzieć. Jednak kilka z takich marek zasługuje na większą uwagę, a uniwersum Aliens czy Predatora jest z pewnością czymś takim. Obślizgłe stwory zaprojektowane przez Hansa Gogera to wręcz ikona, którą każdy szanujący się fan kinematografii czy gier zna.  Laptopy poleasingowe Kraków. Wzbudzające strach, piekielnie szybkie i zabójcze Xenomorphy zagościły w świecie gier i na kinowym ekranie kilka razy. Jak się okazało, ktoś wpadł na pomysł, by te dwie postacie skonfrontować, tak powstały pierwsze komiksy Aliens vs. Predator. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy nakładem wydawnictwa TM-Semic w cyklu Mega Marvel można było kupić u nas te albumy. Potężni łowcy uzbrojeni w wysoce zaawansowaną technologicznie broń polowali na Obcych dla sportu. Jednak pomiędzy tymi dwoma zabójczymi gatunkami znalazł się nie kto inny jak poczciwy homo sapiens. Wiemy doskonale, jak kończyły się pojedynki między tymi dwoma gatunkami. Co prawda zawsze wychodziliśmy z tego obronną ręką, jednak zanim w finałowych minutach stwory zostały pokonane, zdołały zatłuc oddziały najlepiej wyszkolonych, uzbrojonych i zdeterminowanych ludzi. I tonę cywili na dokładkę. Do pewnego momentu zawsze było nam dane wcielać się w filmowych bohaterów, którzy z uśmiechem na ustach mordowali kolejne hordy Obcych bądź unikali coraz to straszniejszych pułapek kosmicznego łowcy. Z tego kanonu wyłamała się chodzona bijatyka rodem z Japonii – Aliens vs. Predator. Wydana w 1993 roku na SNES gra pozwalała wcielić nam się w Predatora i urządzać sobie polowania na coraz to wymyślniejsze mutacje znanych nam z filmów kreatur. Ta sama gra autorstwa Capcom dołożyła do tego możliwość kierowania ludźmi – jednak nadal była to bijatyka. Pierwszym konkretnym tytułem przedstawiającym nam ten konflikt z punktu widzenia każdej ze zwaśnionych stron był Aliens vs. Predator na Atari Jaguar. Prosta strzelanka z perspektywy pierwszej osoby, która umożliwiała wcielenie się w Xenomorpha, łowcę lub kolonialnego Marine nawiązywała do tego, co widzieliśmy w filmach – bez wymyślnych dodatków. Jednak przełomem w komputerowych mariażach Aliena, Predatora oraz ludzi była produkcja studia Rebellion. Jak na czas, w którym się ukazała była prawdziwą perełką. Rewelacyjny klimat (szczególnie zmagania jako Marine), filmowe licencje, wspaniała grafika i dźwięk oraz tryb multiplayer zagwarantowały jej sukces. Kontynuacja z numerkiem 2 w tytule podniosła to wszystko jeszcze wyżej, a tryb multi był prawdziwym majstersztykiem. Trzeba zaznaczyć, że sequel wyszedł spod palców panów z Monolith Productions. Od tamtego czasu była cisza, aż do momentu publikacji materiałów z kolejnej odsłony przygód łowcy, ocalałego i zwierzyny. Ludzie odpowiedzialni za sukces pierwszego AvP już na dniach dostarczą nam kolejną produkcję. Czego możemy się spodziewać?

Najnowszy Aliens vs. Predator kontynuuje tradycje poprzedniczek w kwestii mechaniki rozgrywki. W tym wypadku również będziemy mieli do czynienia z trzema kampaniami dla pojedynczego gracza – każda odpowiadająca jednej z ras występujących w grze. Na dobrą sprawę wszystko w tej materii powinno być jasne. Jedyną rzeczą, która ulega zmianie jest otoczka fabularna. Ta ostatnia po raz kolejny zawiera w sobie znane nam z tego świata elementy – próbę oswojenia obcych i hodowania ich, nieudany eksperyment, misję zbadania kolejnej kolonii nie dającej znaku życia i polowanie. Tym razem fabuła będzie osadzona około 30 lat po wydarzeniach, w których Elen Ripley postanowiła uśmiercić siebie i drzemiącą w jej wnętrzu królową Obcych – czyli po akcji z filmu Alien 3. Miejscem rzezi będzie planeta BG-386, która mieści kolonię badawczą. Okazuje się, że ludzi tam pracujący odkryli starożytny artefakt niewiadomego pochodzenia, którego wieku nikt nie jest w stanie określić. Dodatkowo, znana wszystkim fanom korporacja Weyland Yutani majstruje nad metodami kontrolowania Obcych oraz rozmnaża ich w tajnym wojskowym laboratorium. Nienauczeni poprzednimi porażkami szybko odnoszą totalną klęskę. Xenomorphy oraz ich mutacje, które pozostają na razie tajemnicą, wydostają się ze swoich „klatek” i zaczyna się rzeź. Na to wszystko nie mogą pozostać obojętni Predatorzy, którzy ochoczo przybywają na BG-386, aby urządzić sobie piknik połączony ze swoim ulubionym sportem. Na samym początku łańcucha są kolonialni Marines, którzy standardowo zostają wysłani do kolonii w celu sprawdzenia, co się stało. To wszystko, co wiemy do tej pory na temat fabuły. Z trailerów wynika, że o ile pojawienie się Obcych i Marines jest oczywiste, o tyle Predatorzy mają coś wspólnego z odkrytym artefaktem. To wszystko ma nam dać około 15 godzin w trybie single, który ma być mocno zróżnicowany. Autorzy mienią się wielkimi fanami serii Aliens oraz przygód Predzia, a pomysły czerpią zarówno z dobrze znanych ogółowi filmów, jak i z komiksów, które to nie są już tak popularne. Dlatego możecie liczyć na kilka zaskakujących motywów.

Gra ma być klimatyczna, wczucie się w postać żołnierza nie sprawi nam jakichś większych problemów. Ponadto obiecano nam, że grając jako Obcy czy Predator poczujemy się jak byśmy byli w skórze bohaterów. Odpowiedzialny ma być za to zarówno charakter misji, sposób postrzegania świata, jak również odpowiednie zachowanie. Jako Obcy nie będziemy mogli sobie pozwolić na otwarte ataki. Pomimo naszej ogromnej szybkości i siły w walce wręcz, jesteśmy praktycznie jednostrzałowcem dla serii ze Smart Guna lub Naramiennego działka plazmowego, w jakie wyposażony jest Predator. Jako łowca także musimy wiedzieć, że pomimo ogromnej przewagi nad ludźmi w sile, szybkości i uzbrojeniu, atak frontalny bardzo często może być dla nas śmiertelny – porcja śrutu wypalona centralnie w naszą facjatę jest zwyczajnie nie do przełknięcia. Naturalnie klimat budują także lokacje oraz ich wystrój i tutaj graficy chwalą się swoją autorską technologią Asura. Odpowiada ona za realizacje bardzo realistycznie i sugestywnie wyglądającej gry światła i cienia. Nie od dziś wiemy, że to właśnie odpowiedni światłocień najlepiej nadaje się do oddawania poczucia strachu i zaszczucia. Szczególnie ważne jest to w wypadku Marines, którzy nie potrafią przerzedzić otaczających ich ciemności inaczej, niż flarą lub wzmacniaczem obrazu. To, co widać było na trailerach pozwala bez ogródek stwierdzić, że dostaniemy grę, która pod względem oprawy graficznej będzie wyglądać znakomicie. Poczynając od świateł i cieni, poprzez możliwe do zniszczenia źródła światła (kluczowa sprawa dla Alienów), wysokiej jakości tekstury i świetnie wykonane modele postaci, na charakterystycznej dla filmów konstrukcji poziomów kończąc. Wnętrza kompleksu na BG-386 od razu kojarzą się z kapitalnym filmem Obcy – decydujące starcie, natomiast dżungla to ukłon w stronę zmagań Arniego w pierwszym Predatorze. Bardzo cieszy fakt, że twórcy przywiązują dużo uwagi do szczegółów. Gra ponadto ma korzystać z dobrodziejstw DirectX 11. Nie wiadomo do końca, czym będzie się to objawiać – czy będą to kosmetyczne zmiany, czy też naprawdę zauważalne różnice. W parze z grafiką powinien pójść dźwięk – materiały filmowe pozwalają od razu rozpoznać pikanie wykrywacza, dźwięk karabinu pulsacyjnego, syczenie Obcego czy ryk Preadora zdobywającego kolejne trofeum. Zapewne najlepsze wrażenia słuchowe zagwarantują dobre słuchawki i nie będzie złym pomysłem, aby w takowe się dla tej gry wyposażyć.

Wiemy doskonale, że gra zaoferuje nam trzy rasy do wyboru, które mają na BG-386 swój cel. Zapewne dla większości z Was pierwszym wyborem będzie kampania Marines – doskonale wyszkolonych żołnierzy kolonialnej piechoty. Siła ludzi oparta jest na bardzo dużej mocy ognia i działaniu zespołowym – w pojedynkę szanse przeżycia drastycznie maleją. Oczywiście będzie wiele momentów, w których staniemy sami naprzeciw Obcym czy łowcom, ale większość czasu mamy mieć towarzystwo w postaci kolegów z oddziału. Oczywiście wielu z nich nie dożyje końca swojej misji, co ma jeszcze bardziej podkreślić sytuację, w której się znajdujemy. Z góry jesteśmy skazani na porażkę, jesteśmy przede wszystkim tylko trybikiem w wielkiej maszynie. Dlatego nikomu na górze nie zależy na tym, czy z wysłanego oddziału wróci ktoś żywy. Grając jako Marine, dostaniemy do dyspozycji wiele znanych  serii broni – będzie to pistolet, shotgun do walki w zwarciu, doskonale znane karabiny pulsacyjne, inteligentny Smart Gun czy miotacz płomieni. Każda z broni posiadać będzie po dwa tryby strzału. Ponadto mamy do dyspozycji latarkę (która co prawda niweluje ciemności, ale doskonale zdradza naszą pozycję), flary oraz wykrywacz ruchu. Ten ostatni pozostaje niezmieniony od pierwszego AvP i doskonale buduje klimat. Pamiętajcie, że wykrywa każdy ruch, więc pikająca o 20 metrów od gracza kropka może być zwykłą dyndająca lampką lub… chomikiem. Granie Marines to ciągły niepokój i niepewność tego, czy za następnym rogiem nie czai się na nas coś, co rozszarpie nas na kawałki. A tym czymś może być jeden z Xenomorphów, którymi granie wyglądać ma zupełnie inaczej. To stadne stworzenia, które działają na zasadzie roju. Atakują z zaskoczenia i są śmiertelnie skuteczne. Nie posiadamy żadnej broni dystansowej poza skokiem na oddaloną od nas nieco ofiarę. Ponadto mamy do dyspozycji bardzo mocne szpony i ostry ogon, którym możemy także niszczyć otoczenie, takie jak źródła światła. Szkoda tylko, że interakcja z otoczeniem ma się ograniczać tylko do skryptów – nie można zniszczyć dowolnego obiektu, jaki przed nami zobaczymy. Ponadto Obcy bez problemów może przemieszczać się po każdej powierzchni i we wszystkich płaszczyznach. Sufit, ściana czy stropy to żaden dla niego problem. Poza tym do szybkiego przemieszczania się wykorzystuje on szyby wentylacyjne. W dość ciekawy sposób rozwiązano dostawanie się do nich, nie będzie trzeba w nie wejść bezpośrednio, wystarczy spojrzeć w interesujące nas miejsce – wystarczy jeden sus i już jesteśmy w środku. Granie Alienem to przede wszystkim czajenie się i zasadzki, systematyczne eliminowanie kolejnych wrogów. Na kształt kampanii ludzi czasami będziemy bronić królowej ze swoimi pobratymcami. Pamiętać jednak należy, że ciała Obcych źle znoszą zmasowany ogień, a zdrowie można uzupełnić tylko odgryzając głowy swoim ofiarom. Na samym końcu czai się zaś Predator – doskonały łowca i myśliwy, którego celem jest zdobycie jak najwięcej trofeów w postaci czaszek swoich ofiar. To najlepiej wyposażona postać w grze – jest silny, szybki, zdolny do błyskawicznego przemieszczana się za pomocą długich i precyzyjnych skoków (wykonuje się je podobnie jak u Obcego) i doskonale uzbrojony. Powraca dysk, potężna włócznia, naramienne ostrza i Plasma Caster. Dwa ostanie wymagają szczególnej uwagi. Naramienny miotacz plazmy ma dwa tryby strzału – jeden to swobodny ostrzał w miejsce, gdzie skierowany jest wzrok łowcy. Drugi aktywuje doskonale znany celownik laserowy i namierza wroga, zapewniając przy tym bardzo wysoką celność. Amunicja do tego cudeńka zapewne będzie ograniczona. Ostrza natomiast, poza możliwością wykonywania mocnego – choć wolnego – ataku i szybkich cięć, mogą zostać skrzyżowane i obronić w ten sposób przed wieloma atakami. Oczywiście powraca także kamuflaż, który czyni Łowcę praktycznie niewidzialnym. Można go jednak użyć tylko przez krotka chwilę – na tyle długą jednak, by podkraść się do ofiary i wyrwać mu łeb wraz z kręgosłupem. Z takim arsenałem gra Predziem wydaje się być sielanką, jednak nie zapominajmy że przeciwnik zawsze będzie miał nad nami przewagę liczebną, a Obcy są od nas sporo szybsi i nie mniej zabójczy w walce wręcz, do której dążą bez pardonu. Szykują nam się zatem trzy gry w jednej i, jeśli wszystko pójdzie dobrze, rozgrywka będzie naprawdę znakomita.

Należy wspomnieć także o magicznej liczbie 18, która widnieje na pudełku z grą. Przyznanie Aliens vs. Predator kategorii gry tylko dla dorosłych nie jest niczym dziwnym. Jest to bowiem świat, w którym słabsi giną bez wyjątków i dzieje się to w bardzo brutalny sposób. Prym wiedzie tutaj Alien, który po dorwaniu się do zdobyczy ma możliwość wykończenia jej na kila brutalnych sposobów. Przedstawione nam to będzie bez ogródek i ugrzecznień. Jeśli macie słabe żołądki polecam grać w AvP przed jakimkolwiek posiłkiem. Predator także gustuje w efektownych mordach, ukoronowaniem ich ma być tradycyjna dekapitacja połączona z wyrwaniem kręgosłupa. Nie wiadomo, jak to będzie wyglądać ze strony Marines, ale finiszery w postaci dobijania kosmicznego ścierwa na kilka sposobów byłyby mile widziane. Samo otoczenie także daje nam odczuć, że mamy do czynienia z grą dla dorosłych. Poszarpane i porozrywane zwłoki zaścielające bazę od razu wskazują na skalę masakry, jaka miała miejsce w zakładach Weylanda. To wszystko jednak nie może być przedstawione inaczej – jest to brutalna opowieść dla ludzi o mocnych nerwach i taką też ma pozostać.

Na koniec wypada wspomnieć o trybie multiplayer, który ma stanowić drugie dno najnowszej produkcji Rebellion. Z podstawowym deathmatchem można się było zapoznać przy okazji dema, jednak trybów ma być znacznie więcej. Poza jatką każdy na każdego, ma być dostępny deatchmatch w postaci drużyn składających się z tych samych gatunków bądź z miksu każdej z drużyn. Nic nie stoi na przeszkodzie, by Alien współpracował z Predatorem, by Marine mógł zabijać kolejne monstra lub ludzi. Będzie także Domination, w którym punkty otrzymywać będziemy za zdobywanie i utrzymywanie strategicznych miejsc na mapie. Jednak największe zainteresowanie budzą trzy oryginalne tryby – Infestation, Survivor i Predato Hunt. Pierwszy polega na tym, że grupa graczy jako Marines poluje na jednego Xenomorpha. Jednak w przypadkach, kiedy stwór zabija człowieka, gracz staje się Obcym i zaczyna ze swoim zabójcą polować na pozostałych. Gra kończy się w momencie śmierci wszystkich przedstawicieli jednej ze stron. Survivor to typowa rozgrywka obronna na mapach, na których szczególne znaczenie mają dwa obszary. Jedna strona to maksymalnie czterech Marines, którzy muszą bronić się przed kolejnymi falami Obcych. Każdy kolejny atak jest silniejszy i zasobniejszy w przeciwników. Problem w tym, że amunicja i leki respawnują się w miejscu, gdzie gracze narażeni są na ataki z zaskoczenia i nie ma tam pozycji do skutecznej obrony. Predator Hunt to coś na kształt Infestation. Różnica polega na tym, że w momencie kiedy ktoś zabije Preadtora sam się nim staje. Wszystkie te tryby zapowiadają się bardzo ciekawie – szczególnie podoba nam się pomysł z Survivor. Ważnym elementem ma być także walka wręcz – przy dobrym refleksie jesteśmy w stanie zablokować atak i momentalnie go skontrować. Tyczy się to wszystkich ras, jednak będzie to bardzo trudne do zastosowania; musimy idealnie wyczuć ten moment. Sukces poprzednich części w dużej mierze opierał się na udanym trybie sieciowym – jak widać zapowiada się godny następca.

Z doniesień wynika, że parę rzeczy może zostać nieco poprawionych. Na pewno troszkę razi liniowość – wiemy, że będziemy prowadzeni po sznurku, szczególnie w kampanii Marines. Nie jest też sprecyzowane, czy gra w sumie zaoferuje te 15 godzin, czy też każda z ras ma nas bawić przez taki czas? Mimo to szykuje nam się na dniach totalnie klimatyczna wyprawa do jednego z najbardziej zabójczych i ciekawych wirtualnych światów. Trailery rozbudzają apetyt (motyw z dyskoteką w trailerze Marine jest genialny), oprawa sprawia bardzo pozytywne wrażenie, a doświadczenie ekipy nabyte przy tworzeniu pierwszego AvP pozwala nam na spokojny sen, jeśli idzie o kwestię atmosfery w grze. Premiera zapowiedziana jest u nas na 19 lutego. Ja czekam z niecierpliwością na paczkę z edycją kolekcjonerską. Ponad 40-centymetrowej długości replika Facehuggera warta jest tych dodatkowych pieniędzy. Dystrybutorem w naszym kraju jest CD-Project. Poniżej znajdziecie wymagania gry.

Minimalne:
CPU Pentium 3,2 GHz lub Athlon 64 3000+, karta graficzna GeForce 6600 lub Radeon X1600 128 MB, 1 GB RAM (XP), 2 GB RAM (Vista, Windows 7);

Zalecane:
CPU Core 2 Duo E6400, karta graficzna GeForce 8800 lub Radeon HD 2900 Pro 512 MB VRAM, 2 GB RAM”

Jakub Wróblewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *