Ninja Blade – recenzja

Na nasze szczęście jest to na razie fikcja i stanowi ona główną część fabuły gry, o której chce dzisiaj Wam trochę opowiedzieć.

Ninja Blade jest tytułem, w którym wcielamy się w Kena (nie, to nie ten od Barbie). Ten facet, jak nie trudno się domyślić, jest wojownikiem Ninja, który doskonale posługuje się mieczami, ostrzami, żyletkami, w skrócie bronią białą. To właśnie on wyrusza na ratunek Tokyo. Chce uratować je przed rozprzestrzeniającym się coraz bardziej wirusem, który został odkryty w Afryce. Zarażony nim człowiek nie gorączkował, ani też nie umierał, tylko od razu przemieniał się w brzydkiego stwora.

 

Ken ma zapobiec epidemii, bo inaczej jego ukochane miasto zostanie potraktowane laserem (taki inny rodzaj bomby nuklearnej). Niestety, podczas pierwszej potyczki zostaje pokonany, gdyż wirus ewoluował i stał się myślącym pasożytem (to tak można? A na biologii mówili co innego – kłamali!). Ken dostaje drugą szansę i rusza ponownie do ataku, aby wraz z przechodzeniem kolejnych etapów dowiedzieć się czegoś więcej na temat swojego przeciwnika…

To tyle, jeśli chodzi o fabułę, więcej w samej grze. W kwestii całej reszty, to ogólnie będę miał mało pisania, gdyż tytuł ten powtarza w kółko ten sam schemat. Idę, rozwalam szwadrony potworów, które można pokonać kilkoma pchnięciami. Następnie jakaś scenka, podczas której muszę w odpowiednim momencie wcisnąć dany klawisz (Quick Time Events), a na koniec walka z bossem, czyli wielkim robakiem. Taki schemat jest w każdej misji. Nie ma więc co szukać jakiegoś urozmaicenia, tylko chodzić i zabijać. Warto jednak wspomnieć, że tego całego nieładnego ustrojstwa jest tak dużo, że na pewno nie można przy tej grze zasnąć. Praktycznie cały czas coś się dzieje i mimo, że jest to schematyczne, to na nudę nie narzekałem.

Na oddzielny akapit zasługuje możliwość udoskonalania bohatera. Po pierwsze – może on mieć znacznie większy pasek energii, co przydaje się podczas walki z bossami. Po drugie, Ken dysponuje różnymi rodzajami mieczy. Warto jednak zaznaczyć, że cały ten oręż przydaje się podczas zabawy, gdyż gra właśnie tak została zbudowana, aby raz trzeba było użyć dwóch szybkich i lekkich mieczy, aby zaraz potem sięgnąć po kilku kilowego bydlaka, który ma mocniejszą siłę uderzenia, ale jest znacznie wolniejszy. Miecze, tak jak wspomniałem można udoskonalać. Wystarczy zbierać kryształy krwi, aby potem w specjalnym sklepiku, który pojawia się pod koniec każdego levelu, wymienić je na upgrade broni.

Oprócz tego Ken posiada również shurikena, który dysponuje trzema rodzajami ataku – wiatr, ogień oraz elektryczność. Wszystkie te siły znajdują swoje zastosowanie podczas zabawy. Wiatr przykładowo ugasi ogień. Ogień spali pnącza roślin oraz większe grupy przeciwników. Elektryczność ogłuszy napastników.

 laptopy poleasingowe Bielsko Biała

Ninja Vision jest zaś trybem, który podczas zabawy pozwala nam odkryć miejsca kluczowe – specjalne wyskocznie, ukryte przejścia, etc. W sumie ciekawy pomysł i dobrze współgra z całą otoczką, która jest związana z cichym zabójcą.

Potwory wykonane są naprawdę odrażająco. Powiem szczerze, że wyglądają jak powiększone glizdy, karaluchy, itp. Całość naprawdę wygląda ohydnie i jeśli ktoś ma wrażliwy żołądek, to odradzam mu ten tytuł. Dodatkowo miło ze strony producenta, że potworów jest tak dużo. Co chwila atakują nas inne chordy przeciwników, które przyprawiały mnie czasem o zawrót głowy.

Graficznie gra trzyma dzisiejsze standardy, ale trudno aby nie trzymała skoro plansze są bardzo małe. Każdy segment gry można przejść w niecałe 40 – 60 minut, a na dodatek całość zamknięta jest w małych planszach. Tak więc nie trzeba było dużo robić, aby w małe obiekty wpasować dużą ilość fajerwerków graficznych.

Muzyki jest mało, ale pasuje do całej gry i nie powoduje chęci jej wyłączenia. Dźwięki płynące z telewizora podczas zabawy nie są złe ani też górnolotne. Takie przeciętne i tyle.

Warto również wspomnieć o kostiumach, które można znaleźć podczas gry. Wystarczy dobrze szukać, aby odkryć specjalne ciuszki dla Kena. Oczywiście jeśli się chce, to można go w nie ubrać. Niektóre widoki są naprawdę sympatyczne i ciekawe.

Miło również, że gra jest wydana w polskiej wersji kinowej. Tak więc tytuł trafi do większego grona odbiorców.

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o minusach. Po pierwsze denerwuje mnie to, że mimo tego, że robię save’a w połowie gry, to i tak muszę zaczynać misję od początku. To jakaś paranoja i głupota, a moja frustracja czasami sięgała zenitu.

Po drugie, gra mimo tego, że ma małe plansze, to potrafi się przyciąć animacja.

Po trzecie i ostanie kto programował kamerę? Ja się pytam kto? I chce znać odpowiedź, bo tego gościa należy rozstrzelać. Długo w moich dłoniach nie było takiego paskudztwa. Chociaż i tak nic nie przebije Stormrise.

Podsumowując. Ninja Blade jest typowym średniakiem, w który można zagrać, ale i nie trzeba. Schematyczne misje, małe plansze, zwolnienia animacji sprawiają, że gra nie jest w tych momentach za dobra. Te wady rekompensują jednak brawurowe akcje, duża ilość przeciwników, dobra ilość oręża oraz całkiem znośna fabuła. Tak więc, jeśli masz trochę gorsza kup, ale jeśli zbierasz na coś innego to podaruj sobie ten tytuł i czekaj na inny.

Plusy:
+ polska kinowa wersja,
+ dużo potworów.
Minusy:
– schematyczność,
– opcja save,
– praca kamery,
– chrupnięcia animacji.
Ocena ogólna: 6/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *