Final Fantasy: The 4 Heroes of Light recenzja gry

SquareEnix po raz kolejny zabiera nas do świata bohaterów i kryształów, niejako próbując powrócić do starego klimatu marki, wydaje Final Fantasy: The 4 Heroes of Light. Japoński gigant nie traci ani chwili, by pokazać nam, że jest to prawdziwie tradycyjne RPG z fabułą koncentrującą się na chłopcu z małej wioski, w której dziwna klątwa zamieniła mieszkańców w kamienne posągi. Próba odczynienia czaru jest oczywiście głównym katalizatorem naszych podróży. Tak jak w pierwszych odsłonach Final Fantasy tak i tutaj, to my poruszamy fabułę i sami, poprzez rozmowy z innymi postaciami, musimy wydedukować co robić dalej. Wiele cut-scenek daje nam satysfakcję z myślenia „co zrobić dalej?”, a nowa, pop-artowa grafika tylko pogłębia wrażenia.

Im dłużej podróżuje się po świecie, tym bardziej docenia się nowy wygląd i subtelną dostojność grafiki, ukrytą w kanciastych kształtach. Sama rozgrywka jest w zasadzie całkowicie nowym systemem. Każda postać może mieć najwyżej sześć komend, które kosztują punkty akcji. Im silniejsza technika, tym droższe jej użycie. Nie sprawia to tak na prawdę wielkiego problemu, póki nie dojdziemy do starcia z jakimś trudniejszym przeciwnikiem. Wtedy niemożność nakierowania czaru wspomagającego na konkretną osobę, czy automatyczny wybór potwora którego postać atakuje, może przyprawić o frustracje. To unowocześnienie ze strony SquareEnix w zasadzie ucięło jakąkolwiek taktykę ze strony graczy, a nie raz przeżycie naszych bohaterów zależy bardziej od czystego szczęścia niż przemyślanej strategii.

Komputery Warszawa

Denerwować może także ograniczony ekwipunek. Każda z czterech postaci może mieć maksymalnie piętnaście przedmiotów, wliczając w to zbroje, bronie i książki dające magom czary. Po całkowitym „ubraniu” postaci, zostają w zasadzie cztery, może pięć miejsc na inne przedmioty, a nie ma nic gorszego niż dojść do trudnego bossa , do którego pokonania potrzebowaliśmy jednego przedmiotu, którego nie spakowaliśmy z braku miejsca. Irytujące też jest błądzenie po kiepsko zaprojektowanych lochach, jaskiniach itp. Z powodu braku mapy po jakimś czasie zaczynamy gubić się w tak samo wyglądających korytarzach, a masa przypadkowych spotkań z potworami staje się frustrująca. Prostym rozwiązaniem byłaby możliwość rysowania własnej mapy na ekranie dotykowym, podobnie jak w innych grach np. Etrian Odyssey.

Największym sukcesem nowej odsłony oldschoolowego RPG jest na pewno system koron, czyli coś na wzór profesji z Final Fantasy V. Zmienianie profesji, podnoszenie ich poziomu poprzez kryształy zdobywane po każdej walce, odkrywanie ich zdolności i formowanie najlepszej drużyny czterech bohaterów zajmie wam dużą część gry – jest z tego po prostu dużo zabawy.

Laptopy poleasignowe Warszawa

Jak na nowoczesną grę przystało, The 4 Hereos of Light ma także multiplayer. Niestety zabawa może rozgrywać się tylko w lokalnej sieci i wyłącznie między czterema graczami. Gracz który założył grę kontroluje tak naprawdę wszystko, a dodatkowi gracze są ograniczeni do kilku komend w czasie walki. Poza nią są zmuszeni do chodzenia na tych samych poziomach co główny gracz, nikt ich nie zaatakuje a nawet do sklepów nie wejdą bez zgody hosta. Jest to duże ograniczenie jeżeli porównamy to z innymi grami tego typu, ot choćby, niedawno wydane, Dragon Quest IX, gdzie multiplayer jest prawie drugą grą. Mimo to nowy Final Fantasy jest przygodą, którą można polecić tak starym, jak i nowym fanom serii. Jest to gra które wraca do korzeni, mimo ostatnich rewolucji w świecie gier RPG.

Ocena: 7,5/10

Plusy:
+ Powrót do korzeni
+ Grafika (po jakimś czasie)
+ System koron/profesji
+ Ciekawy system walki, oparty na punktach akcji…

Minusy:
– … który, jednak czasami potrafi irytować
– Brak porządnej mapy
– Ograniczenie ekwipunku
– Kiepski multiplayer

Piotr Iwanicki

Jesteśmy cześcią StacjaKultura.pl, a tekst jest własnością serwisu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *