Wywiad z Karelem Oblukiem z CTO AVG Technologies

1. Czy według Pana AVG 8.5 pozwala zabezpieczyć komputer w sposób, taki aby użytkownik nie bał się, że ktoś mu się wkradnie do jego danych?

AVG 8.5 ma nowy moduł – AVG Identity Theft Protection, czyli ochronę przed kradzieżą tożsamości, która dodatkowo zwiększa bezpieczeństwo użytkowników. Uważam, że AVG rzeczywiście jest jednym z najlepszych rozwiązań, które chronią komputery i osobiste dane użytkowników. Jest tak dzięki połączeniu technologii LinkScanner, która blokuje zainfekowane strony internetowe, sprawdzonemu skanerowi antywirusowemu, niezawodnemu firewallowi a teraz także behawioralnemu modułowi ochrony tożsamości.

2. Czy AVG 8.5 powstawał od początku jako nowy program antywirusowy, czy bazował na poprzednich programach z tej serii?

Większość modułów AVG 8.5 jest opartych na tej samej technologii co wersja 8.0, dodano do nich po prostu pewne ulepszenia, redukując wykorzystanie pamięci i jeszcze zwiększając efektywność. Moduł ochrony przed kradzieżą tożsamości jest całkowicie nowy, dodaliśmy go po przejęciu firmy Sana Security w styczniu tego roku.

Czytaj dalej Wywiad z Karelem Oblukiem z CTO AVG Technologies

Geil 2 x 2GB PC2 ? 6400 RAM – TEST

Niemniej jednak, tak jak w życiu są ludzie i ludziska, tak i w urządzeniach komputerowych są RAMy i RAMiska.  Dzisiaj przyszło mi przetestować kości określane raczej tym pierwszym słowem. Gdyż już sama nazwa firmy – GEIL, wskazuje, że będzie to dobry sprzęt. Czy tak jest? Zapraszam do przeczytania mojego niedługiego, ale za to treściwego (mam nadzieję) testu kości Geil 2GB PC2 – 6400…

Jako, że niedawno nabyłem nowy komputer pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie go zmodernizować. Tym bardziej ucieszyłem się z informacji, że zaprzyjaźniona z nami firma podeśle kości do testów. Obecnie bowiem mam 3 GB, a tutaj mogę mieć 4 GB. To po pierwsze. Po drugie mam wstawione kości HYUNDAI ELECTRONICS, które z reguły są znacznie słabsze niż te od GEILa.

Paczka przyszła. Znalazłem w niej: opakowane w pudełeczko (patrz zdjęcie) kości RAM oraz schładzacz pamięci. Trochę mnie zdziwiło to drugie urządzenie, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby…

Po otworzeniu pudełeczka zobaczyłem nagie i wesołe kostki pamięci. Oczywiście, jak przystało na dobre urządzenie są one odziane w radiator koloru pomarańczowego, który ma za zadanie odbieranie nadmiaru ciepła. Tak  przynajmniej na ogół jest w praktyce. Niestety, radiatory są aluminiowe, a powinny być z czystego metalu. Przez takie oszczędności kości RAM praktycznie nie są schładzane i właśnie dla tego trzeba zainwestować w wiatraczek.

Czytaj dalej Geil 2 x 2GB PC2 ? 6400 RAM – TEST

Test głośników Manta 5.1 MM2850 Bronze

Kiedy jednak kupimy już wyżej wymienione rzeczy zastanawiamy się, czego jeszcze nam brakuje do pełni szczęścia. Podpowiem wszystkim ciekawym, że dobrych głośników. Tak, w obecnych czasach zestaw, który umożliwia dobre nagłośnienie naszego pokoju/mieszkania jest bardzo ważny. Widzą to producenci i co chwila na pólkach sklepowych pojawiają się nowe systemy – 2.1, 5.1 czy też 7.1. Firma Manta również zajmuje się produkcją tego typu urządzeń i dzięki jej uprzejmości mogłem dla Was przetestować głośniki Manta 5.1 MM2850 Bronze.

Przed zakupem…

Przed kupnem głośników trzeba się jednak zastanowić czy chcemy je wykorzystywać tylko do gier, czy też do oglądania filmów. Jeśli wybieramy tę pierwszą czynność, to dostaniemy w pudełku (na ogół) 5 małych satelitek i subwoofer. Dzięki takim rozmiarom łatwiej umieścić je przy komputerze. Dodatkowo utarło się stwierdzenie, że większość tego typu produktów wykonana jest z plastiku, aby lepiej pasować do otoczenia. Firma Manta jednak postanowiła to zmienić i ku mojemu zaskoczeniu po otwarciu pudelka zobaczyłem 5 małych satelitek i subwoofer, ale tym razem były one osadzone w drewnianej obudowie. Bardzo mi się to spodobało, gdyż dzięki temu lepiej będą one pasowały do mego biurka czy szaf. Miło było też zobaczyć, że głośniki są bardzo dobrze zabezpieczone. Każda bowiem głośnik ma specjalne wyżłobione miejsce w styropianie i na dodatek owinięty jest w plastikową folię.

Co dokładnie dostajemy w zestawie?

Opakowanie zawiera 6 głośników, na które składają się: dwa głośniki przednie, dwa tylnie (odpowiednio dłuższe kable), jeden głośnik centralny i subwoofer. Dodatkowo znajdziemy również pilota, instrukcję obsługi, trzy kable 2x cinch/ 2x cinch, trzy kable mini jack stereo/2x cinch. Sporo tego. Teraz nasuwa się automatycznie pytanie, jak to wszystko podłączyć aby działało? Nic prostszego, gdyż z szybką i fachową pomocą przychodzi nam instrukcja obsługi, która jest w języku polskim i angielskim. Wystarczy ją przeczytać, następnie podłączyć głośniki jak trzeba, ustawić w odpowiednim miejscu, włączyć je i zabawa się zaczyna.

Czytaj dalej Test głośników Manta 5.1 MM2850 Bronze

Media Distribution Solution VS1504 – test

Media Distribution Solution składa się z następujących urządzeń: splitterów Audio/Video: ATEN VS1504 i VS1508 oraz ATEN VB552 VGA Over Cat 5 Repeater – extendera sygnału wideo, kompatybilnego z extenderami KVM.

VS1504 i VS1508 rozdzielają sygnał audio i video z jednego źródła do dużej ilości ekranów, oddalonych nawet do 450 m. Po podłączeniu kaskadowym, sygnał może docierać nawet do setki monitorów, nie tracąc przy tym znakomitej jakości. VB552 to z kolei wzmacniacz sygnału a/v, który powtarza go, przedłużając tym samym dystans przekazu do 450 m.

Mnie udało otrzymać się do testów model VS1504 wraz ze wzmacniaczem sygnału . Dlatego tylko o tych urządzeniach będę mógł napisać parę słów.
Kiedy już zakupimy przełącznik VS-1504, w opakowaniu znajdziemy następujące urządzenia: przełącznik VS1504, 1 VGA/Audio kabel o długości  1,8 metra, zasilacz oraz instrukcję obsługi oraz, tak jak wspomniałem, wzmacniacz, do którego dołożono zasilacz, pilot i instrukcję obsługi. Cały zestaw zmieścił się w niewielkim, szczelnie zamkniętym opakowaniu.

Instalacja tego urządzenia nie jest zbyt prosta. Aby podłączyć wszystko trzeba wpierw dokładnie przeanalizować instrukcję obsługi. Tylko wtedy, bowiem można dobrze skonfigurować wszystkie odbiorniki tak, aby pokazywały ten sam obraz.

Urządzenie oferuje 1 wejście video /4 wyjścia video, które przesyła sygnał do 4 monitorów znajdujących się w odległości 150 metrów, ale łączenie kaskadowe pozwala na zwiększenie liczby podłączonych monitorów. Jeśli odległość ta jest za mała, to z pomocą przychodzi nam wspomniany wcześniej wzmacniacz. Potrafi on przerzucić sygnał na 450m. Wzmacniacz obsługuje monitory VGA, SVGA, XGA, SXGA, UXGA, Multisync. Czyli pole manewrowe jest dosyć spore.

Czytaj dalej Media Distribution Solution VS1504 – test

Codename: Panzers – Zimna Wojna – recenzja

Tym razem, podtytuł chyba już sam w sobie tłumaczy zawartość całej produkcji – Zimna Wojna. Po tym jak III Rzesza przestała istnieć, świat podzielił się na dwie frakcje. Wolny zachód i uciemiężony przez rękę Józefa Stalina wschód. Tak było na łamach historii, ale w alternatywnej rzeczywistości – Codename Panzers, sowiecka Rosja w 1949 roku doprowadza do kolejnego konfliktu zbrojnego. Można go określić III wojną światową. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że mimo odejścia od prawdziwych kart historii, znajdziemy do niej wiele nawiązań. Przykładowo, w grze występuje organizacja NATO. Nie zabrakło też technologii, które wraz z kolejnymi latami, a zarazem toczonymi bojami na froncie, zmieniają się, a my możemy je wykorzystywać w walkach z Rosją. Tak więc w skrócie, historia przedstawiona w Zimnej Wojnie, jest jakby alternatywą dla Zimnej Wojny, jaką my znaliśmy. Tu jest ona bardzo gorącym, a wręcz palącym konfliktem, z którym przyjdzie się zmierzyć każdemu, kto zakupi ten produkt. Warto jednak wspomnieć, że w ukończonej grze, będziemy mogli opowiedzieć się po stronie Sowietów albo Aliantów. W wersji, którą ja dostałem, mogłem jedynie przetestować część fabularną , związaną z tymi drugimi.

Czas iść do szkoły…
Po odpaleniu produkcji, automatycznie zostaniemy wprowadzeniu do samouczka. To on, poprzez szereg zadań, nauczy nas, jak sterować jednostkami, co robić w danym momencie, oraz co dany obiekt, lub pole nam umożliwia. Trzeba przyznać, że jest on bardzo przydatny, gdyż bez niego ciężko byłoby grać. Producent bowiem, wprowadził bardzo wiele urozmaiceń do gry. Dobrym przykładem jest helikopter, który przywiezie nam odpowiedni sprzęt tylko wtedy, kiedy mamy wystarczającą ilość pieniędzy, albo to, że każda jednostka może być z czasem ulepszana. Przykładowo, czołgi możemy uzbroić w działko przeciwlotnicze albo miotacz ognia. Tak więc, naprawdę warto zajrzeć do nauczyciela, aby potem bez problemu zastosować na naszych wrogach wszystkie dostępne metody wyeliminowywania.

Czytaj dalej Codename: Panzers – Zimna Wojna – recenzja

Brother MFC-6890CDW – test

MFC-6890CDW jest urządzeniem, które dzięki niewielkim wymiarom jest w stanie trafić do małych firm oraz domów. Dzięki dzisiejszej miniaturyzacji, w najnowszym sprzęcie od Brothera dostaniemy fax, skaner, drukarkę i drukarkę wielkoformatową. Dodatkowo MFC-6890CDW posiada takie wejścia, jak: CF, MS, SD, i xD. Został również zaimplementowany port USB oraz możliwość połączenia z komputerem za pomocą Wi-Fi. Pojemnik jest w stanie pomieścić około 350 kartek. Podajniki ADF i odbiorniku papieru mogą pomieścić 50 kartek.

W nowym urządzeniu MFC-6890CDW zastosowano są też takie funkcje, jak Book Copy (koryguje na kopiach ciemną linię pomiędzy dwiema stronami rozłożonej książki), Auto Skew Adjustment (koryguje kopiowany obraz, jeśli oryginał nie przylega dokładnie do szyby) oraz funkcja znaku wodnego, która umieszcza na kopiach opracowane wcześniej lub wygenerowane automatycznie sygnatury.

Drukarkę konfiguruje się za pomocą małego, kolorowego ekraniku LCD o przekątnej 4,2’’, który znajduje się na środku obudowy. Panel jest dotykowy i właśnie on pokazuje, jaki jest poziom tuszu, do kogo jest wykonywane połączenie telefoniczne/faksowe, czy też aktualny status urządzenia.

Urządzenie drukuje 35 stron oraz 28 stron grafiki na minutę, w najniższej jakości wydruku. W najlepszym trybie otrzymamy 5 kartek maszynopisu w przeciągu minuty i około 2-3 strony grafiki w tym samym czasie.

Koszt wydruku niestety nie należy do najtańszych, gdyż do drukarki trzeba kupić 4 tusze, aby wszystko działało sprawnie. Niby nic w tym złego, ale opłaca się tylko drukować w najniższej jakości, gdyż wtedy kolor czarny starcza na 900 stron, a kolorowy na 750. Niemniej, gdy będziemy chcieli drukować w najwyższych parametrach, to nabój z barwą czarną skończy się po 450 stronach, a kolorowe kartridże będzie trzeba wymienić po 325 stronach. Wychodzi to mniej więcej 1,10 zł za stronę, czyli całkiem sporo.

Jakoś wydruku jest zadowalając w przypadku wykorzystywania papieru sygnowanego marką Brother oraz przy najlepszych ustawieniach. Tylko wtedy bowiem uzyska się odpowiednią gamę barw. Drukowałem za pomocą tego urządzenia zdjęcie – przyznam, że jakość wydruku jest na tyle zadowalająca, że fotografię postanowiłem oprawić w ramki i powiesić na ścianie pokoju.

Czytaj dalej Brother MFC-6890CDW – test

Grand Theft Auto 4 – recenzja

Taką mrzonkę miał również bohater gry – Niko Bareti, który przyjechał z Rosji do swojego brata (mieszkającego w USA) z przekonaniem, że prowadzi naprawdę dochodowy interes. Niestety rzeczywistość była zupełnie inna. Okazało się bowiem, że jego brat wcale nie jest tak wysoko ustawiony w hierarchii społecznej, będącej zdominowaną przez zielone banknoty. Na dobrą sprawę miał poważne problemy finansowe, zaś my musieliśmy mu pomóc, zarabiając przy tym pieniądze.

Po wcieleniu się w główną postać – dość szybko zostajemy wciągnięci do nielegalnej pracy i zaczynamy zabijać pierwszych ludzi. Pozostałe wydarzenia musicie poznać sami. Fabuła najnowszego GTA jest bowiem naprawdę doskonale napisana. Nieoczekiwane zwroty akcji, przyjaźnie do końca życia oraz dwa zakończenia. To wszystko sprawia, że trzeba powiedzieć prosto z mostu: „GTA IV jest pod tym względem ideałem.”. Co zaś z resztą?

Zacznijmy od rzeczy oczywistych. Najnowsza odsłona Wielkiej Kradzieży Aut to pierwsza wersja tej serii, którą przeznaczono na nową generację konsol. Zaowocowało to oczywiście nowym silnikiem graficznym, znacznie potężniejszy od znanego nam z poprzednich części. Niemniej to, co R zrobiło z mocą drzemiącą w Xboxie 360 i PlayStation 3 przechodzi ludzkie pojęcie. GTA stało się tworem, który jest czymś niesamowitym. To, czego doświadczyliśmy w GTA 3, GTA VC, czy też GTA S.A. jest jedynie namiastka tego, co można jeszcze wpakować do tej gry. Czemu „namiastką”? W GTA IV wszystko jest potężniejsze, bardziej rozbudowane i dopracowane. Pamiętacie przykładowo sklepy w GTA S.A? Teraz jest ich znacznie więcej, dodatkowo (w zależności od dzielnicy) pozwolą nam zakupić odpowiedni styl ubrania, dominujący wśród członków danej społeczności. W dzielnicy rosyjskiej będziemy mogli kupić „seksowny” dres i skórzaną gangsterską kurtkę. W rewirze dla bogaczy natrafimy zaś na piękne koszule, drogie paski oraz najdroższe garnitury. Nie inaczej będzie z zachowaniem mieszkańców (zależnym od statusu społecznego) tudzież samochodami. Ludzie bogatsi chodzą w pięknych rzeczach i odnoszą się z cała kurtuazją. W gorszych dzielnicach spotkamy ich przeciwieństwa – drobne rzezimieszki, przeklinające kobiety, ćpuny zaczepiające Cię na każdym kroku, czy też panny – wykonujące najstarszy zawód świata. Z takim właśnie klimatem będzie nam dane się obeznać. Przypada do gustu? Dla mnie to niebywałe. Wszystko odnosi się do rzeczywistości, zachwyca od samego początku, a wraz z przechodzeniem kolejnych etapów gry zdumienie nie znika. Miasto staje się coraz bardziej zadziwiające. Zawdzięczamy to zmianom architektonicznym w grze. Z początku nasze oczy zobaczą niskie (niekiedy z odpadającym tynkiem) budynki, natomiast po przejechaniu kilkunastu kilometrów wyłonią się przepiękne wieżowce, które bądź, co nie bądź odpowiadają tym w Nowym Yorku.

Czytaj dalej Grand Theft Auto 4 – recenzja

Fight Night Round 4 – recenzja

Przez trzy kolejne dni siedziałem dniami i nocami nad tym tytułem, aby przejść go jak najszybciej i podzielić się z Wami wrażeniami.

„You got the touch You got the power”

Yeeaa, po wymęczeniu Gambita na gg otrzymałem do testów najnowszą odsłonę gry z serii Fight Night Round 4. Czekałem na nią trzy lata, gdyż poprzednia część powstała w 2006 roku. Od tamtego czasu EA pracowało w pocie czoła, a efekty można już zobaczyć na ekranie.

Gdy pierwszy raz włączymy grę, na ekranie pojawi się najpierw intro, które ukaże najciekawsze momenty z gry właściwej. Dwóch pięściarzy, potężne uderzenia sprawiają, że aż chce się wylądować na ringu. Ale spokojne, gdyż od razu po wstępie nie pojawia się menu, tylko opcja treningowa. Wpierw musimy ją przejść, aby dostać się dalej. Moim zdaniem jest to doskonały pomysł, gdyż jeszcze przed rozpoczęciem zabawy można nauczyć się dobrze wyprowadzać ciosy, a ponadto unikać ich.

 

Czytaj dalej Fight Night Round 4 – recenzja

Transformers Fall of Cybertron recenzja gry

Studio High Moon stworzyło naprawdę dobrą grę zatytułowaną  Transformers: War for Cybertron. Sami wystawiliśmy wysoką notę, o czym możecie przekonać się tutaj. Jednak kto nie idzie do przodu ten się cofa i dlatego jeszcze przed premierą Transformers Fall of Cybertron twórcy zapowiadali, że będzie to tytuł taki, jak Batman: Arkham Asylum. Oczywiście nie dosłownie i bardziej chodziło tutaj o przenośnię, którą raczej należy rozumieć w taki sposób, że będzie to tytuł, który da powód do radości fanom uniwersum Transformers i chyba tak się też stało, gdyż argumentów  jest sporo.

Przede wszystkim ukłonem w stronę fanów jest wątek fabularny, który jasno nawiązuje do kreskówkowego serialu  Transformers G1. Tak więc dowiadujemy się z niego, że pewnego dnia Megatron odkrył Dark Energon (Ciemny Energon), który niestety nie jest dobry dla planety Cybertron i przez niego ona umiera. Rozpoczyna się więc wojna, o to aby uchować ją przy życiu. Jednak gdyby to się nie udało na wszelki wypadek Autoboty tworzą Arkę – wielki transportowiec do przewozu tych wszystkich, którzy zechcą się wraz z nimiuratować. Niestety, w tworzeniu statku przeszkadzają Decepticony z Megatronem na czele i tylko od nas zależy, czy cały ten plan rozłożony na 13 misji dojdzie do skutku. Miło również, że podczas przechodzenia gry dowiemy się, jak powstały Dinoboty czy Decepticon Bruticus. Wyjaśniona zostanie również tajemnica niskiego IQ Grimlocka.

Co mi się podobało…

Po pierwsze sterowanie, które nie zostało prawie zmienione względem pierwowzoru. Fall of Cybertron zachowuje więc system z poprzednika. To ułatwia migrację z pierwszej do drugiej części. Poprawiono jedynie niewielki problem z przypadkową transformacją. W Fall of Cybertron już to się nie przydaża, ale niestety zmiana robota w pojazd jest o dwie sekundy dłuższa. Niestety, coś za coś.

Po drugie poprawiono sekcje, w których latamy. Główną skargą wobec gry War for Cybertron była ta dotycząca misji, w których poruszamy się takimi mechami jak Starscream, Thundercracker, Skywarp etc. Zamknięte lokacje psuły efekt przemieszczania się jako samolot i dlatego poprawiono ten segment zabawy oferując nam szerokie i otwarte przestrzenie, gdzie można naprawdę rozwinąć skrzydła.

Szybka i pełna akcji

Po trzecie. Fall of Cybertron kontynuuje tradycję zapoczątkowaną przez poprzednika, a więc jest błyskawicznym, pełnym akcji shooterem z widokiem trzeciej osoby. To sprawia, że od tytułu nie można się oderwać, ale niestety przez to można ukończyć go w około 7 godzin. Z drugiej strony wszystkie te 420 minuty są bardzo ekscytujące i nie da się ich zapomnieć. Poza tym zawsze możemy powalczyć w sieci.

Dużo do zbierania

Po czwarte. Fall of Cybertron oferuje możliwość zbierania licznych przedmiotów, które ukryte są na każdym poziomie. Jeśli się pokusimy na tego typu zabawę, to w nasze dłonie wpadną plany nowych broni i modyfikacji, które pomogą w przechodzeniu gry oraz zabawie w trybie sieciowym. Producent umożliwił również skolekcjonowanie ścieżek audio czy dzienników, te drugie rozszerzają wątek związany z upadkiem Cybertronu.

Sklep z modyfikacjami

Po piąte. Szukanie modyfikacji to nie jedyna możliwość ulepszenia naszego arsenału. Dzięki specjalnymi terminalom możemy cały czas możemy je nabyć. Większość tych ulepszeń przydaje się w późniejszych poziomach. Interfejs tego „sklepu” ładnie wpasowuje się w grę i jest czytelny.

Bronie

Po szóste. Skoro już o modyfikacjach mowa to oczywiście dotyczą one broni. Zwiększają one ich siłę, ale warto wspomnieć o „modelach”, jakimi dysponują Transformery. Mamy więc dostęp do snajperek, shotgunów, karabinów, wyrzutni rakiet, czy też bardziej efekciarskie zabawki, jak pukawka, która po trafieniu w przeciwnika sprawia, że ten walczy po naszej stronie przez pewien czas. Zdecydowanie różnorodność broni jest plusem  tej produkcji.

Multiplayer

Po siódme. Cieszy to, że ten segment zabawy również został odpowiednio potraktowany przez dewelopera. Najlepszym tego przykładem jest rzucający się od razu w oczy tryb kooperacyjny nazwany „Escalation” (Eskalacja) nawiązujący do  trybu Horda z Gears of War 3. W tej opcji zabawy wybieramy jednego z Autobotów lub Decepticonów i wraz z innymi graczami staramy się przetrwać 15 fal, w których atakują nas przeciwnicy. Za zdobyte podczas walki punkty możemy zakupić nowe bronie lub lepiej ufortyfikować planszę, na której walczymy.

Pozostałe tryby to  Team Deathmatch, w którym dwie drużyny walczą między sobą. Następnie jest  Capture the Flag, w którym musimy utrzymać wybrane punkty na mapie. Możemy również wziąć udział w Head Hunter, gdzie naszą misją jest przenoszenie iskry w określone miejsca.

Zabawa w trybie on-line jest szybka dynamiczna i często wymaga spójności w drużynie. W przeciwnym razie przegraną mamy zagwarantowaną. Trzeba bowiem odpowiednio połączyć unikalne cechy mechów, jak niewidzialność, leczenie czy osłona. Tylko wtedy możliwa jest wygrana.

Końcowa misja

Po ósme. Napiszę tylko tyle, że jest wręcz przecudna, piekielnie wymagająca i szalona, a końcowy przeciwnik ( w sumie jedyny), uch to była walka na śmierć i życie. Więcej dowiecie się kupując i grając w ten tytuł.

Co mi się nie podoba

Są to tylko dwie kwestie. Po pierwsze nie można zmieniać bohaterów. Szkoda, gdyż bardzo mi się podobała możliwość wybierania postaci, którymi będę się poruszał w grze War of Cybertron. Niestety, Fall of Cybertron nie posiada takiej opcji. Oczywiście ma to związek z fabułą, ale z drugiej strony uwstecznia to lekko tytuł.

Po drugie zakończenie (spojlery). Pokonanie ostatniego przeciwnika praktycznie kończy grę. Nie wiemy, co było dalej, ani co będzie. Z jednej strony mamy zasugerowane, że pojawi się kontynuacja, ale z drugiej nie otrzymujemy odpowiedniej nagrody za nasze boje. Szkoda, gdyż każdy gracz pragnie epicko zakończyć tytuł. Tutaj niestety tego zabrakło.

Grafika to element, który znalazł się poza kategoriami, gdyż ogólnie jest bardzo podobna do tej zaprezentowanej w poprzedniej części. Modele postaci są tylko nieco bardziej szczegółowe i otoczenie wygląda jakby dostało trochę więcej detalów. Mimo wszystko wielkiego skoku nie ma.

Fall of Cybertron to bardzo udana kontynuacja i, co by tu nie pisać, jest godną następczynią War of Cybertron. Jak przystało na sequel otrzymaliśmy to co było w pierwowzorze, ale udoskonalone, upiększone, powiększone i intensywniejsze. Pomysł się udał i jak na razie jest to najlepsza gra o przygodach Transformerów, jaką miałem kiedykolwiek w swojej kolekcji. Wydaję mi się jednak, że  jest to również ostatnia tak udana produkcja studia High Moon, a kolejne części będą już porównywalne do tej. Zespół bowiem wycisnął już chyba ostatnie soki z tego uniwersum, ale mam nadzieję, że się mylę…

Ocena: 9/10

Plusy:

+ Grafika

+ Rozbudowanie

+ Fabuła

+ Zabawa on-line

+ Dynamika

Minusy:

– Zakończenie

– Brak możliwości wybierania bohaterów

Blog jest częścią StacjaKultura.pl i jest jej własnością. AMSO Laptopy poleasingowe utrzymuje całą StacjaKultura.pl

Trine 2 recenzja gry

Nad recenzją gry Trine 2, a dokładnie nad jej początkiem myślałem dosyć długo, a to dlatego, że takie tytuły są bajkowe i powinno się je opisywać również w fantazyjny sposób. Mamy tutaj bowiem ponownie produkcję, która przenosi nas do krainy Trine, gdyż w niej powtórnie pojawiło się zło, które powoli pochłania sielankowe życie jej mieszkańców. Dlatego też trójka bohaterów poznanych w pierwszej części ponownie ma zamiar ocalić swój świat, a my musimy im w tym pomóc.

Fabuła brzmi może i naiwnie, ale takie są bajki. Jedne potrafią być bardziej złożone, inne mniej, jednak w serii Trine nie chodzi o scenariusz, tylko o sposób jego przedstawienia i w tym aspekcie producent gry (ponownie studio Frozenbyte) spisał się na medal. Przede wszystkim dlatego, że odżyły we mnie wspomnienia, „echa dziecięcych lat”(2), a było to możliwe dzięki wspaniałym przerywnikom filmowym. Te, jak w pierwszej cześć historia jest opowiada przez ciepły, głos przywodzący na myśl dziadka przy kominku w tle. Poza tym, wspaniała paleta barw i nasycenie kolorów sprawiają, że od tej produkcji ciężko się oderwać. Dzięki połączeniu tych obydwu elementów otrzymałem coś w rodzaju sztuki z aktorami, w której tło zostało stworzone przez genialnego scenarzystę, mającego nieograniczony budżet. To właśnie w takich produkcjach jak Trine 2 widać, że wirtualny świat może dorównać najznakomitszym produkcjom kina.

W grze ponownie pojawia się trójka bohaterów, którzy uzupełniają się swoimi zdolnościami i tym samym mogą wykonać nawet najtrudniejsze misje. Do dyspozycji powrócił więc Mag, który jest główną postacią i to nią będziemy sterowali. Czarodziej posiada moce, takie jak unoszenie obiektów, przywoływanie przedmiotów i przede wszystkim potrafi rozwiązywać łamigłówki, a tych jest od zatrzęsienia w tej produkcji. Czasami nawet trzeba dłużej pomyśleć, aby przejść dalej. Mag ma jednak pewną słabość, a jest nią jego „kruchość”. Wystarczy kilka ciosów i ginie. Jednak cały czas ma przy sobie swoją gwardię honorową, w skład której wchodzi Złodziejka. Kobieta jest zwinna, doskonale posługuje się liną z hakiem i tym samym potrafi dostać się w miejsca niedostępne dla pozostałych członków załogi. Złodziejka ma jeszcze jedną umiejętność, a jest nią do mistrzostwa opanowana sztuka posługiwania się łukiem. Godzi więc śmiercionośnymi strzałami w nadchodzących przeciwników. Jednak również ma swoją „piętę Achillesa”, a jest nią również delikatność. Kiedy, przeciwnik jest blisko niej, to jest praktycznie bez szans i szybko ginie. Jednak jest ktoś, kto potrafi umiejętnie ochronić te dwie postacie, a jest nią Rycerz/Wojownik. Ten lubuje się we władaniu mieczem i młotem. Dzięki temu atakujący go wrogowie są wycinani w pień.

Na bajeczność Trine 2 składa się też jej charakter, gdyż jest to platformówka z krwi i kości. Dzisiaj już jest niewiele przedstawicieli tego gatunku. Dlatego wspomnę, że w tego typu produkcjach głównym celem jest dotarcie z punktu do punktu. Jednak, aby nie było nudno, po drodze napotykamy wiele baśniowych dziwactw. Raz przed nami staną osobliwe pnącza, czy złe krasnoludy, a potem pojawi się okazja do rozwiązania łamigłówki. Czasami trzeba zbudować rurociąg z wodą, innym razem skorzystać z teleportera. Jedno jest pewne każdą zagadkę można rozwiązać na kilka możliwych sposobów. Na koniec przyjdzie nam „dopakować” naszą postać niczym w produkcjach RPG (nie zabrakło też zbierania magicznych przedmiotów). Ta ostatnia kwestia jest dosyć ważna, gdyż bez niej z czasem nie będziemy mogli przejść dalej. Warto też rozwijać umiejętności, gdyż wtedy nasi druhowie szybciej potrafią rozprawić się z oponentami, np. wybuchająca strzała robi większe spustoszenie niż zwyczajna.

[strona_podzial]

Wszystkie te zdolności będzie można wykorzystać podczas prawie 10-godzinnej zabawy. Tak, mimo że Trine 2 oferuje mniej poziomów niż pierwowzór, to jednak rozrywka została wydłużona. Pokonanie bowiem jednego rozdziału zajmuje ponad godzinę i cieszy to, że podczas przechodzenia możemy zapisać grę w każdym momencie. Przypomnę, że w jedynce musieliśmy przejść cały poziom, aby móc to uczynić. Czas zabawy wydłużają również opisane wcześniej łamigłówki, które z banalnych robią się coraz zmyślniejsze.

Na uwagę graczy na pewno zasługuje również opcja zabawy online. Przypominają mi się dobre czasy papierowych gier RPG, kiedy to każdy wybierał jedną postać i do końca zabawy w nią się wcielał. Nie inaczej jest w Trine 2, gdzie na początku osoby wybierają postać i podczas zabawy nie mogą jej zmienić. Na dodatek tryb online jest trudniejszy, a to dlatego, że cały czas musimy być czujni. W singlu do danej planszy od razu przypisywana jest postać, a w zabawie przez sieć wspólnymi siłami trzeba rozwikłać, kto może zająć się daną przeszkodą i nierzadko okazuje się, że potrzeba więcej niż jednej pary rąk… Tym samym komunikacja w tej produkcji jest bardzo ważna i doskonale zespala grupę. Po takich 9 godzinach zabawy wszyscy będą mistrzami.

Oprawa wizualna to majstersztyk, świetne tła, kolory, stała ilość klatek na sekundę i urzekająca paleta barw. Ten cały świat jest na dodatek okraszony świetną muzyką stworzoną przez Arii Pulkkinen – znany chociażby z soundtracka do gry Angry Birds. Magiczny, bajowy świat jest więc tak zachwycający, że nie zwraca się uwagi na to, że czasami oponenci potrafią się zaklinować w elemencie tła.

W piosence „Pożegnanie z Bajką” padają słowa: „Kiedy pożegnasz już Bajkę, Bajkę z dziecięcych lat , Zamkniesz za sobą furtkę, Zaczarowany świat”(3). Gra Trine i Trine 2 ponownie otworzyły te niezwykłe wrota, furtkę do zaczarowanego ogrodu, w którym chce się być, żyć i trwać. Tym samym  bajka nie jest już tylko wspomnieniem, powróciła i ponownie rozpaliła ogień w sercach.

Materiał jest własnością portalu StacjaKultura.pl, a ten blog jest jego częścią. AMSO Komputery poleasignowe utrzymuje nasze witryny. Dziękujemy.

Ocena: 8,5/10

Plusy:
+ Grafika
+ Muzyka
+ Pomysł
+ Długość
+ Zabawa on-line

Minusy:
– Fabuła
– Drobne błędy techniczne

(1)(2)(3) – tekst piosenki Zdzisławy Sośnickiej – Pożegnanie z bajką